Ciemna strona zielonej energii – auta elektryczne

Ciemna strona zielonej energii – auta elektryczne

Ciemna strona zielonej energii – auta elektryczne

0 komentarzy 📅05 stycznia 2016, 00:33

Spróbujmy spojrzeć na elektryczne auta z innej perspektywy. Czy jesteśmy już dziś na nie gotowi? Promujemy innowacyjne napędy, ale czy są one użyteczne już dziś? Czy korzystanie z nich sprawi nam więcej przyjemności i oszczędności, a może przysporzy jedynie kłopotów? Przekonajmy się.

Punkty Ładowania

Telsa_Orange2

źródło:Centrum Prasowe Orlen

Wszyscy czujemy, że auta elektryczne jeszcze dziś nie są w stanie w stu procentach zastąpić konwencjonalnych, a więc przynajmniej w większości przypadków właśnie takiego – pierwszego – samochodu w rodzinie. Głównym problemem jest zasięg, który zależnie od stylu jazdy umożliwia podróż na około 100-150 km, a dla aut klasy premium na ok. 300-500 km. Intuicyjnie to czujemy i najczęstszym pytaniem przy zakupie jest właśnie pytanie o zasięg.

Punktów ładowania w Polsce jest ciągle bardzo mało. Dla porównania w samym tylko Amsterdamie jest ich znacznie więcej niż w całym kraju. U nas przoduje Warszawa, ale wciąż pojawiają się nowe. Orlen właśnie rozpoczął przy współpracy z firmą Tesla budowę 5 stacji szybkiego ładowania supercharg. O stacjach ładowania w Polsce pisaliśmy więcej w raporcie dotyczącym niskoemisyjnej motoryzacji.

Wracając do samochodów. Jeśli auto wykorzystujemy do codziennej miejskiej jazdy (pokonując nie więcej niż wspomniane 100 – 150 km) i możemy je w sposób niekomplikujący codziennego życia doładować – np. przez noc – to wszystko jest w porządku, gorzej kiedy takiej ewentualności nie ma … . Wracając do parametrów samochodów ekologicznych i zasięgu – dużo lepiej prezentują się pod tym kątem samochody typu  plug-in hybrid. Pozwalają one na doładowanie auta z gniazdka elektrycznego, a jednocześnie posiadają silnik spalinowy (benzynowy lub diesla) nie tylko umożliwiający długą podróż, ale również pozwalający na korzystanie z dwóch alternatywnych źródeł zasilania.

Elektryczna gorączka

W miejscach, gdzie aut elektrycznych jest coraz więcej, nie rzadko kierowcy czekają w kolejce do stacji ładowania. Wynika to z jednej strony z małej ich liczby, a z drugiej z tego, że są po prostu darmowe. Czasem dochodzi do konfliktów i odbija się to na relacjach międzyludzkich. Ciekawe zjawisko społeczne zaczęto obserwować w Kalifornii w Stanach Zjednoczonych, gdzie auta elektryczne są powszechne i rośnie popyt na stacje ładowania. Coraz częściej dochodzi do „walki o prąd” i odłączania zaparkowanych pojazdów w trakcie procesu ładowania. Sytuację taką opisał niedawno New York Times, kiedy właściciel Nissana Leaf musiał stawić opór przed odebraniem zasilania w chwilę po podłączeniu. Na szczęście skończyło się tylko na więcej niż stanowczej wymianie zdań. Nie brakuje również pozytywnych postaw kierowców, którzy umieszczają kartki z zachętą do odłączenia ładowania po jego zakończeniu tak, aby udostępnić możliwość ładowania innym posiadaczom aut elektrycznych.

Gdy jednak nad tym się zastanowić, to przecież dziś również czasem przy trasie widzimy właścicieli aut borykających się z brakiem paliwa. Wielu osobom zdarza się źle oszacować zasięg i w konsekwencji poszukiwać najbliższej stacji. W najgorszym razie w przypadku aut spalinowych czeka kierowcę spacer z kanistrem. W samochodzie elektrycznym sytuacja się nieco komplikuje. Wraz z pojawiającymi się problemami, biznes z pewnością szybko odpowie ofertą np. w postaci dodatkowej opcji w ubezpieczeniu pozwalającą na holowanie do najbliższego punktu ładowania. Liczba ich rośnie bardzo dynamicznie. Głównie niestety tam, gdzie państwo wspiera sprzedaż ekologicznych aut. Niestety, bo nie w Polsce. Ostatnio nasiliły się komunikaty o wysokim zanieczyszczeniu powietrza w polskich miastach. Oby jak najszybciej władze zrozumiały, że lepiej promować nowoczesne ekologiczne rozwiązania niż sprowadzanie mocno już zdezelowanych diesli Europy Zachodniej.

Czy kupić auto elektryczne? Tak naprawdę niezmiernie istotne jest kwestia właściwej decyzji przy wyborze samochodu, a w zasadzie określenie prawdziwych potrzeb. Polskie realia sprowadzają auta elektryczne do roli drugich w rodzinie i to tylko do jazdy miejskiej i znów tylko dla posiadaczy garaży w możliwością nocnego ładowania.

(a do tego jeszcze) Zima

Żadne auta nie lubią mrozów. Paliwo wprawdzie nie zamarza, ale tylko dla dlatego, że aż trzykrotnie w ciągu zmienia się jego skład. Dotyczy to zarówno benzyny, diesla jak i LPG.

Drugim czynnikiem przyprawiającym o ból głowy zimą, są …. akumulatory, których skuteczność znacząco spada wraz z malejącą temperaturą. A nasze elektryki, nawet wagowo, w zasadzie w dużej mierze z nich się składają. Trzeba dodać, że ogólnie koszty użytkowania aut zimą rosną znacząco. W przypadku aut elektrycznych odczujemy to głównie w spadku zasięgu za sprawą niższej efektywność baterii przy niskich i ujemnych temperaturach. Perspektywa zatrzymania auta bez energii, a więc również bez ogrzewania gdzieś w środku lasu nie jest zbyt zachęcająca. W takich warunkach proces ładowania, ze względu na dużo wolniejszy przepływ elektronów zabiera często nawet dwa razy więcej czasu, a wykorzystanie zmagazynowanej energii na ogrzewanie odbija się na zmniejszonym zasięgiem o około 20-30%. Na szczęście producenci zdają sobie sprawę z tych utrudnień i często stosują systemy zabezpieczające w postaci podgrzewania ogniw kosztem ich naładowania, lub jak w przypadku Tesli ogrzewanie ciepłem silnika elektrycznego szybciej przywracając w ten sposób pełną moc. Niektórzy producenci oferują również dodatkowe zestawy baterii niwelujące zmniejszony zasięg.
 Electric car charging

 

Innym rozwiązaniem i ukłonem w stronę kierowców jest zastosowanie podgrzewanych foteli już w wersji standardowej wyposażenia jako alternatywy do silnych i energożernych nagrzewnic. Takie rozwiązanie szybko poprawia komfort i kierowcy i pasażera.

Podsumowując: czy auta elektryczne już dziś? Tak, trochę dla odważnych i raczej jako drugie auto w rodzinie dedykowane do jazdy tylko po mieście. Zakup musi być wyjątkowo dobrze przemyślany, a użytkowanie wymaga pewnej precyzji i planowania. Z drugiej strony daje mnóstwo satysfakcji z oszczędności i  jednocześnie przyjemności z jazdy.

Czy jest potencjał dla aut elektrycznych? Mam nadzieję, że każdy z nas widzi, że już samo połączenie silnika elektrycznego ze spalinowym niesie za sobą mnóstwo zalet, np. system odzyskiwania energii przy hamowaniu – którą jeszcze niedawno traciliśmy bezpowrotnie. Trzeba dodać, że efektywność zamiany zmagazynowanej energii dla aut elektrycznych to ok. 80 %, a w przypadku zaledwie 30 % podczas spalania paliwa.

Jest jeszcze jeden, moim zdaniem, bardzo istotny element elektrycznej układanki – dynamika jaką dają auta z takim napędem. Perspektywa dostępności cały czas dużego momentu obrotowego – bezcenna. Już dziś większość producentów szybkich aut sportowych stosuje silniki elektryczne i nie robią tego by zmniejszyć zużycie paliwa, ale by znacząco poprawić dynamikę głównie w zakresach  niskich obrotów silnika. Tesla – auto w pełni elektryczne – dziś wyznacza trendy. Zasięg ponad 500 km na jednym naładowaniu, przyspieszenie w najmocniejszej wersji w 3,2 sekundy do stu na godzinę,  a zużycie energii ekwiwalentne do 3l litrów paliwa. Trzeba mieć nadzieją, że wkrótce te osiągi będą dostępne powszechnie. Należy pamiętać, że dzisiejszy VW Golf GTI przyspiesza niemalże tak dobrze jak…. kultowy Ferrari 250 GTO sprzed półwiecza a postęp technologiczny jest dziś dużo bardziej dynamiczny.

 

Udostępnij artykuł: