Czy wodór stanie się kołem zamachowym elektromobilności?

Czy wodór stanie się kołem zamachowym elektromobilności?

Czy wodór stanie się kołem zamachowym elektromobilności?

0 komentarzy 📅23 lipca 2018, 07:28

Do postawienia tytułowego pytania skłoniła mnie informacja prasowa, w której Toyota chwali się, że po Paryżu, dla sieci taksówkowej Hype, jeździ już 100 samochodów Toyota Mirai – auta co prawda z silnikiem elektrycznym ale zasilanym w prąd nie z gniazdka ładowarki ale z ogniwa paliwowego, generującego prąd z reakcji wodoru i tlenu. Ogłoszono również, iż są plany aby do roku 2020 po stolicy Francji jeździło 600 takich samochodów. I żeby tego było mało, będąc w Londynie czy Hamburgu również na Mirai’a możecie się natknąć w wypożyczalniach lub sieciach carsharingowych.

Toyota Mirai – co to takiego?

Pewnie większość z nas słyszała już o Toyocie Mirai, ale z dziennikarskiego obowiązku wypada parę słów napisać co to za auto. Mirai pojawił się na rynku światowym w 2014 roku a mając na uwadze fakt że Toyota zanim wprowadzi nowe rozwiązanie na rynek dogłębnie je testuje, testuje i testuje to możemy być pewni że koncept działa, jest sprawdzony i pozbawiony „chorób wieku dziecięcego” – jak to u Toyoty.

Samochód jest średniej wielkości sedanem. Rozstaw osi zbliżony do Corolli, osiągi nieco lepsze (155 KM, 335 Nm, 0-100 Km/h 9,6 sek). Zasięg auta po zatankowaniu do pełna to według danych producenta coś pomiędzy 500 a 700 kilometrów (w zależności od stylu jazdy, warunków drogowych, poboru prądu przez inne urządzenia w samochodzie…) . W środku jak w Toyocie, poprawnie, dobra jakość materiałów i ich spasowania. Silnik elektryczny zasilany z baterii znanej z Priusa.

A skąd prąd? No właśnie, w wyniku reakcji wodoru (ze zbiornika „paliwowego” samochodu) i tlenu (z otoczenia) powstaje energia elektryczna a jako produkt uboczny – czysta chemicznie woda. Zero tlenków, sadz, cząstek stałych i innych elementów, którymi oddychamy, zwłaszcza w miastach w godzinach szczytu. Proces tankowania zbliżony do tankowania LPG.

No i jeszcze pytanie, skąd wziąć ten wodór? I to też jest w miarę proste. Pamiętacie doświadczenie ze szkoły podstawowej? Bateryjka, kabelki, woda i już po chwili pojawiają się bąbelki gazu – to właśnie wodór. Jednak przestrzegam chętnych na produkcję domowymi sposobami. Wodór jest niezwykle palny a do zatankowania Miraia potrzeba dużo wyższego ciśnienia niż przy tradycyjnym LPG – nie próbujcie tego w domu.

A jak Toyota rozwiązuje ten problem? We Francji  współpracuje z producentem wodoru – Air Liquide. Firma ta w samym Paryżu postawiła 6 stacji tankowania wodoru a na całym świecie już 100.

I już słyszę sceptyków: „100??? A nie 100 tysięcy???”  Zgadzam się że to nieco mało ale w początkach motoryzacji paliwo do silników spalinowych kupowało się w drogeriach, tak więc ludzkość już raz ten problem rozwiązała. Teraz może być tylko łatwiej, a póki co chętnych na tankowanie wodorem zapraszam do… Berlina.

Czy koncepcja wodorowych ogniw paliwowych łączy w sobie zalety aut elektrycznych i konwencjonalnych?

Inżynierowie Toyoty, znanej z hegemonii na rynku napędów hybrydowych na świecie, od zawsze byli sceptyczni jeżeli chodzi o 100% elektryczne napędy ładowane prądem z gniazdka. Brak emisji szkodliwych substancji do środowiska – bez dwóch zdań, duża sprawność układu elektrycznego – na pewno, ale w zamian za to duża i ciężka (i droga) bateria, a sam proces ładowania raczej liczony w godzinach niż w minutach. Dlatego kiedyś w rozmowie z przedstawicielem Toyoty w Polsce udało mi się usłyszeć mniej więcej takie zdanie: Według Toyoty przyszłością motoryzacji jest napęd hybrydowy. Ogranicza emisję szkodliwych substancji, dodaje samochodom dynamiki, pozwala na wjazd do stref zero emisyjnych (PHEV) a nie generuje problemów z czasem ładowania więc podróż z Rzeszowa do Szczecina i z powrotem wygląda tak samo jak samochodem konwencjonalnym. Tak więc 100% elektryk nie koniecznie, no chyba że wodór…

I ja po części z tą opinią się zgadzam. Dla mnie ładowanie elektryka w trasie jest dość, łagodnie mówiąc… niewygodne. Co więcej w mojej opinii rozwój ogniw paliwowych jest korzystniejszy dla podatkobiorcy, a przychylność rządów też jest istotnym elementem tej gry. Co mam na myśli?  Po prostu łatwiej nałożyć podatek i akcyzę na wodór sprzedawany na stacjach tankowania niż na prąd wykorzystywany do ładowania elektryków w domu. To znaczy łatwo jest nałożyć wysoką akcyzę na prąd ale wówczas zapłacę ja i moja sąsiadka – emerytka, która w życiu nie miała prawa jazdy a prądu używa do oświetlenia mieszkania, zasilania lodówki i czajnika elektrycznego (Pani Basiu – pozdrawiam!). Wszelkie pośrednie pomysły (zgłaszajmy ładowarki w urzędzie) raczej efektywne nie będą bo po pierwsze Polak potrafi, a po wtóre nie zawsze do ładowania samochodu w domu potrzebuję ładowarki, a na potwierdzenie tej tezy w niedługim czasie obiecuję tekst o samochodzie, który właśnie ładuję w garażu z gniazdka 230V.

I znowu głos sceptyków: „To chyba dobrze. Będziemy płacić mniej, więc wszyscy będą zadowoleni”. Co do zasady tak, ale jeżeli do budżetu państwa wpłynie mniej podatków to będzie mniej pieniędzy na „usługi” z których my kierowcy też korzystamy. Aby tego wątku nie przedłużać polecam sprawdzić w Internecie co jest finansowane z podatków od paliw napędowych i podyskutować o tym na naszym forum lub na innym forum zajmującym się problemami ekonomicznymi.

A czy jest jakiś minus? Ja widzę jeden – bezpieczeństwo. Wierzę, że inżynierowie Toyoty zrobili więcej niż wszystko aby produkowany przez nich samochód był dla przeciętnego użytkownika bezpieczny. Jednak czy tak jest naprawdę to dopiero czas pokaże, a że pokaże to chyba nikt nie ma wątpliwości bo im więcej tych samochodów będzie na drogach świata tym częściej będzie dochodziło do niebezpiecznych incydentów z ich udziałem.

I jeszcze jeden aspekt bezpieczeństwa: Czy wodór jest dobrą technologią do zastosowania w motorsporcie? Chyba nie chciałbym być kierowcą bolidu Formuły H (dla przypomnienia: „H” to symbol chemiczny wodoru) siedzącym na beczce wypełnionej gazem i z prędkością 200 km/h zbliżającym się do dziewiątego zakrętu toru Monza, choć jak znam życie to śmiałkowie się znajdą…

Podsumowując…

Ciężko jest na dziś snuć wiarygodne scenariusze dalszego rozwoju elektromobilności. Ładowarki, wodór a może jeszcze coś innego? Faktem jest natomiast, że odważne posunięcie Toyoty może zmienić obraz motoryzacyjny świata. W przeszłości już im się to udawało. Kilka razy…

 

Materiały graficzne: Toyota

Udostępnij artykuł: