eco-driving – miasto

eco-driving –  miasto

eco-driving – miasto

1 komentarz 📅13 listopada 2016, 23:01

Eko jazda i bezpieczeństwo a miasto na co dzień

Rozpoczynamy cykl artykułów, dzięki którym spojrzycie na motoryzację z innej, naszej perspektywy. Nie oczekujemy wyrzeczeń, robienia czynności wbrew sobie, a raczej przyswojenia zachowań, które zaowocują oszczędnościami albo większą ilością wolnego czasu. Czasem te informacje nie mają pozornie wiele wspólnego z ekologiczną jazdą, a np. aspektami bezpieczeństwa czy nowoczesnymi technologiami – zachęcam do czytania.

 

Zasada pierwsza – ruszamy razem

Ech… to najlżejsze co przychodzi mi na myśl, gdy po raz tysięczny widzę ten sam schemat: Czerwone światło wszyscy czekają, zielone dla pieszych…. wszyscy czekają, czerwone dla pieszych – dla mnie jednoznaczny sygnał – trzeba włączyć bieg (jeśli manual, wcisnąć sprzęgło jeśli start-stop_) a tu ….

light_red

Wszyscy czekają. Kolejny sygnał – gaśnie strzałka skrętu w prawo… wszyscy czekają… zaczynają zwalniać auta na prostopadłych ulicach – to kolejny sygnał – wszyscy czekają rozglądając się bez celu, albo co gorsza czytają, piszą lub po prostu „się aktualizują” na smartfonie. Ostatni moment na zerknięcie na przejście dla pieszych, przejazd rowerzystów i obie strony drogi przed ruszeniem – zapala się pomarańczowe…. a tu wszyscy na coś czekają….. a tak na zielone światło… teraz dopiero szukamy drążka zmiany biegów, potem co rozsądniejsi rozglądają się: pasy, ścieżka rowerowa, poprzeczne ulice…

light

Startuje…. pierwszy rząd. Czas na drugi… szukamy drążka zmiany biegów, „defensywni” patrzą na przejścia dla pieszych, czy coś nie jedzie… . Startuje drugi rząd. Trzeci rząd jeszcze w smartfonach… a tak trzeba ruszać szukamy drążka zmiany biegów, ruszamy…. o nie… znów czerwone… Taki scenariusz szczególnie na skrzyżowaniach z drogą główną można obserwować co chwilę. Zdarzyła mi się ostatnio sytuacja na pasie dla aut skręcających w lewo, że stojąc na 5 pozycji przy dosyć krótkich światłach przejechałem i jeszcze dwa auta za mną – poczułem się wyjątkowo – wszyscy po prostu ruszyli… to niestety wyjątek potwierdzający smutną regułę.

Czemu to wszystko służy? Oszczędzamy czas – oczywiste, oszczędzamy pieniądze, też nie ma wątpliwości, oszczędzamy nerwy, bo wielu kierowców nie jest obojętna na zachowania innych, szczególnie, gdy są w pośpiechu. Minusów zdecydowanie brak.

Zasada druga – szanuj prędkość

Zapewne wszyscy to wiedzą, ale może nie wszyscy myślą w ten sposób. Pamiętajmy do celu dojedziemy szybciej jeśli prędkość średnia będzie wyższa. Chwilowe prędkości, np. rozpędzanie auta do 100km na godzinę by za chwilę zahamować najczęściej jest nieefektywne. Cały czas obserwujcie trasę i zapamiętujcie schematy. Wystarczy zwracać na co dzień uwagę na czasy zmian świateł, płynność ruchu, zajętość pasów i dostosować styl jazdy do bieżących warunków. Zdarzało mi się wiele razy, nie bez wewnętrznej satysfakcji, wyprzedzać czasem wielokrotnie auto z furiacko sportowym kierowcą. Gwałtowny start puszczając kłęby dymu z turbo-diesla kończył się często niezrozumieniem, gdy wolniej jadące auto wyprzedza po raz kolejny ruszającego po zmianie świateł „sportowca”. Mistrzami szanowania prędkości są kierowcy zawodowi, często z przejechanym co najmniej milionem kilometrów i wyrobionym szacunkiem do energii kinetycznej zebranej podczas rozpędzania. Z tym doświadczeniem świetnie przewidują z jaką prędkością jechać, aby nie trzeba było hamować, zbyt często rozpędzać często wielotonowe auta.

Nie zrozumcie mnie jednak źle – wcale nie chodzi o powolną jazdę, a raczej o to, żeby wykorzystać czas codziennej jazdy na naukę optymalnego sposobu przejazdu i dostosować się do bieżącej sytuacji. Czasem wręcz trzeba bardzo dynamicznie wystartować żeby „złapać” najbliższe zielone światło, a następnie podtrzymywać tylko zgromadzoną prędkość.

Zasada trzecia – koniec pasa czy zbędny asfalt?

Nie wpuszczaj cwaniaka! W życiu na bok nie spojrzę. Jestem mumią. Śpieszę się. A co Waszym zdaniem mówią miny kierowców, którzy nie chcą wpuścić auta chcącego zjechać z kończącego się pasa? Wstyd się przyznać, ale sam dawno temu tak myślałem (myśl o cwaniaku była moja), ale któregoś dnia zadałem sobie pytanie – po co one w ogóle są? Czasem wcale nie są to kończące się pasy, a celowo stworzona infrastruktura, żeby udrożnić ruch: umożliwić skręt w prawo lub lewo, dać szansę autobusowi itp.. A co w sytuacji, gdy pas się rzeczywiście kończy a jest korek… to najlepszy sposób na wyprzedzenie innych? Zacznijmy myśleć o tym, bądź co bądź, w pełni funkcjonalnym asfalcie jak o drodze dostępnej dla wszystkich kierowców i zacznijmy z niej korzystać. Żeby to miało sens – stosujmy tzw. Jodełkę wpuszczając auta naprzemiennie z kończącego się pasa, a w efekcie rozładowanie ruchu będzie sprawniejsze, cwaniaków nie będzie, bo wszyscy będziemy równouprawnionymi użytkownikami drogi, a włączanie się do ruchu będzie sprawniejsze i pamiętajcie – jedziemy kończącym się pasem do końca, wpuszczamy z uśmiechem – to naprawdę niewiele utrudnia a pomagamy sobie nawzajem. Należy jednak zauważać wspomnianych cwaniaków, którzy uważają, że mają większe prawa do drogi niż inni bo np. im się spieszy i postępują po prostu nieuczciwie wcinając się mniej lub bardziej bezczelnie najczęściej z pasa do skrętu w prawo lub lewo albo z pasa dla aut uprzywilejowanych – tu stanowczo mówimy nie wpuszczam.

Wielkomiejska giełda – stawiam na najszybszy pas

Jest taka niepisana i niestety nieprzestrzegana w miastach zasada, że lewy pas jest dla najżwawszych aut, środkowy, jeśli jest, dla większości aut, a prawy dla najwolniej jadących. Hmm… w mieście ta zasada raczej tak wygląda – środkowy pas dla najostrożniejszych i bojaźliwych – bo lewy pas przecież może się skończyć, prawy też może zamienić się w taki zjeżdżający w prawo, albo autobus na nim się zatrzyma albo ciężarówka spowolni. Skutek jest taki, że przed światłami na środkowym pasie jest dużo więcej aut niż na pozostałych pasach.

Typical scene during rush hour. A traffic jam with rows of cars. Shallow depth of field.

Prawy pas, o ile nie jest z założenia ograniczony do autobusów oraz taksówek (sam nie wiem czemu taksówki są uprzywilejowane) i mam nadzieję już niedługo aut elektrycznych jest czasem  wykorzystywany przez auta powolne, z panem w kapeluszu lub panią z przerażonym wzrokiem czy naukę jazdy. Często jest to jednak pas dla rasowych sportowców, którzy wykorzystując wymienione ryzyka i niedogody wykorzystują prawy pas do wyprzedzania i startowania przez skrzyżowanie żeby „wbić” na środkowy pas po skończeniu się pasa za światłami i przystankiem. Czasem do tego samego celu służy pas dedykowany do skrętu – fatalne zachowania kierowców, które właśnie my, kierowcy możemy ukrócić.

Warto też zwrócić uwagę tym, którzy mają szansę być pierwsi na światłach przy niezbyt dużym ruchu – zostawmy wolny prawy pas

Zdąąąąążę…. czyli późne pomarańczowe                                                                          

O ile w ogóle jeszcze jest pomarańczowe… gdy ostatnio patrzyłem panie władzo to było pomarańczowe (w domyśle). Nie patrzę na sygnalizator, żeby nie zauważyć, że już czerwone… przecież wszyscy się śpieszą, często zresztą bardziej z przyzwyczajenia niż potrzeby. Oznacza to, że zawracający widząc zwalniające auta chce jak najszybciej ruszyć i nie myśli często o „późnopomarańczowej” rakiecie. Ci, którzy skręcają w prawo często nawet nie spojrzą, czy ktoś w przysłowiowej ostatniej chwili nie przejeżdża przez skrzyżowanie. Nie wiem jakie są zasady regulujące czasy zmian świateł, ale niektóre sygnalizatory mają nawet dwa razy dłuższe pomarańczowe od innych. Możemy łatwo spotkać się z sytuacją, że przyzwyczajeni do długiego pomarańczowego spotkamy na drodze auta sprinterów pierwszego zielonego promyka, a wtedy może być już za późno na naukę jazdy…

Udostępnij artykuł: