i3 w miejskiej „dżungli”?

i3 w miejskiej „dżungli”?

i3 w miejskiej „dżungli”?

0 komentarzy 📅24 lipca 2016, 15:38

BMW i3 – samochód elektryczny, gatunek w Polsce jeszcze mało znany. Dla niektórych fanów motoryzacji to wciąż nie prawdziwe auto, … ale Melex.  Wszystkiego jednak trzeba w życiu spróbować (zwłaszcza, że za chwilę może już nie być alternatywy i trzeba być gotowym). Pierwsza przejażdżka autem elektrycznym jest jak pierwsza porcja sushi. Koniecznie trzeba trafić do dobrej restauracji. Więc, jak chcesz spróbować przygody z elektrykiem – zacznij od BMW i3. Auto w całości jest zaprojektowane w kontekście elektrycznego, miejskiego samochodu eko. Nie tylko użyte materiały, ale także design, ergonomia i pewne rozwiązania mają ułatwić życie w miejskiej dżungli. Pisaliśmy o tym więcej w artykule iPrzyszłość niedługo po premierze i3. Od tego czasu pojawiło się jednak kilka nowości, ale jedna cieszy przede wszystkim – możliwość zamówienia większych akumulatorów (zamiast 60 Ah – 94 Ah). Daje to dodatkowe 70 km zasięgu (ze 130 robi nam się 200 km), ale podobno można i dalej. Najlepszy rezultat potwierdzony przez pracowników jednego z salonów to ponad 300 km na jednym ładowaniu. Taki wynik daje już dużą swobodę w codziennym poruszaniu się nie tylko po mieście, ale również poza nim.

 

BMW i3 - stacja ładowania Galeria Mokotów

Wróćmy jednak do samego auta w jego motoryzacyjnym wymiarze.

  1. Przyspieszenie – absolutnie cichy zabójca większości spalinowej konkurencji. Jeśli nigdy wcześniej Ty (lub Twój pasażer) nie jeździłeś i3, nie spodziewasz się wrażeń, które czekają po wciśnięciu pedału przyspieszenia.
  2. Trakcja – typowo dla BMW przednie koła służą do skręcania, tylne do napędzania.
  3. Wrażenia słuchowe – samochód prowadzi się tak dobrze, że wcale nie brakuje dźwięku silnika.
  4. Technika jazdy – i3 jeździ się (powinno jeździć się) inaczej. Bez obawy, wszystko działa prawie tak samo jak w aucie spalinowym, z wyłączeniem pedału gazu – auto samo hamuje po zdjęciu z niego nogi. Dlaczego? Odzyskuje w ten sposób energię kinetyczną i ładuje akumulatory. Taka zmiana wymaga pewnego przyzwyczajenia się i nabrania nowych nawyków. Dzięki temu praktycznie w ruchu miejskim nie trzeba używać hamulca. Czy wypada w tym miejscu zwrócić uwagę na oszczędności wynikające z mniejszego zużycia opon, klocków i tarczy hamulcowych? Jasne, że wypada – jak zapewnia BMW, i3 jest najtańszym modelem, jeśli chodzi o koszty przeglądów.

Wróćmy jednak do miejskiej dżungli, a raczej (w kontekście samochodów elektrycznych) do pustyni. Kiedyś ktoś napisał o i3, że można je porównać z miejskim, spalinowym samochodem, który ma bak o pojemności tylko 6 litrów. To zdecydowanie nie tak i nie dotyczy to tylko elektrycznego BMW, lecz wszystkich aut tego typu. Bak jest w porządku, tylko stacji brak. Całe szczęście można „tankować” w domu.

W tym miejscu po raz kolejny dochodzimy do problematyki słabej infrastruktury stacji ładowania aut elektrycznych w Polsce. Z dużą nadzieją odbieramy wszelkie inicjatywy wspierające rozwój elektrycznej motoryzacji. Nawet, jeśli zwiększymy liczbę aut elektrycznych choćby o dziesiątą część ostatnio medialnie ogłaszanego miliona to już będzie sukces. Najważniejsze jest wsparcie instytucji rządowych w tworzeniu zarówno infrastruktury – stacje ładowania, miejsca parkingowe dedykowane wyłącznie dla elektryków, strefy miejskie ograniczonego ruchu. Bez tego ani rusz.

Udostępnij artykuł: