Paliwo, oszczędzamy mądrze!

Paliwo, oszczędzamy mądrze!

Paliwo, oszczędzamy mądrze!

0 komentarzy 📅29 marca 2015, 12:59

Nasza dyskusja o „oszczędnościach” z Pawłem Kacperkiem z Connected Life Magazine.

PK: Porozmawiajmy o eco-drivingu, a konkretnie o oszczędzaniu paliwa.

MB: W takim razie zaczniemy od stacji benzynowej.

PK: Chyba mnie nie zaskoczysz. Zawsze wybierasz stację z najtańszym paliwem, prawda?

MB: Nie. Zawsze wybieram stację po drodze. Staram się planować podróż, tak, aby nie nadkładać drogi ani czasu na dojazd do stacji benzynowej. Chodź znam takich kierowców dla których liczy się tylko i wyłącznie cena. Potrafią dojechać kilka, a czasem kilkanaście kilometrów do miejsca, gdzie paliwo jest najtańsze w okolicy. Niestety, zaoszczędzone złotówki w baku przepalane są w silniku w czasie dojazdu często jeszcze z niekalkulowanym wcześniej błądzeniem w poszukiwaniu stacji (no właśnie jeszcze dodatkowo poświęcony czas). Za to jestem lojalnym klientem jednej z sieci stacji. Korzystam z bezgotówkowej formy rozliczeń, otrzymując dzięki karcie flotowej kilku-groszowy rabat za każdy litr tankowanej benzyny.

PK: Jesteś klientem flotowym, a nie każdy ma takie możliwości. Nie każdy kierowca jest przedsiębiorcą.

MB: To prawda, ale do tego jeszcze wrócimy – ciężko jeden samochód nazwać flotą. Trzeba przyznać natomiast, że od jakiegoś czasu również dla małego biznesu pojawiły się oferty przypominające oferty dla dużych flot. Między innymi firmy leasingowe chętnie dodają karty paliwowe do swojego portfolio usług. Poza tym zawsze warto zapytać przy okazji odbioru faktury o oferty specjalnie przygotowane dla małych przedsiębiorców.

PK: A co ma zrobić zwykły Kowalski?

MB: Myślę, że lojalność popłaca. Dwa lata temu w wakacje udało mi się wymienić punkty zebrane w programie lojalnościowym na cały bak paliwa – ponad 300 zł, co dało prawie 1000 km podróży. Bardzo miła niespodzianka.

PK: Chyba coś przegapiłem … . Wróćmy jednak do paliwa. Tankujesz zwykłą benzynę, czy tzw. lepszą?

MB: Lepszą. Z moich subiektywnych obliczeń wynika, ze ostateczny rachunek jest bardzo zbliżony. Samochód pali odrobinę mniej na lepszej benzynie co rekompensuje wyższą cenę.

PK: Subiektywnych obliczeń?

MB: Tak, z resztą pewnie nie raz odniosę się do „subiektywnych” obliczeń. W przypadku jazdy samochodem po drogach publicznych, a nawet po zamkniętym torze, niemożliwe jest znalezienie się dwa razy w identycznych warunkach. Zmienna pogoda: wiatr, opady, temperatura, do tego ruch uliczny i choćby stan samochodu prawie zawsze się różnią.

PK: Chciałem Cię prosić, abyśmy wreszcie porozmawiali o technice jazdy, ale zaintrygowało mnie stwierdzenie dotyczące zmiennego stanu samochodu i jak rozumiem, jego związku z ilością spalanego paliwa?

tankstelle, lpg, gas, tanken, zapfsäule,

MB: Tak, kiedyś z ciekawości zapytałem kierowcę taksówki, czy wie ile więcej pali jego auto przez zamontowanego „koguta” ma dachu. Wiedział, a przynajmniej stwierdził, że od 0,7 do 1 litra na 100 km. Zainspirowany tą opinią, przeprowadziłem eksperyment w trakcie testów minivana na zamkniętym lotnisku. Samochód był wyposażony w możliwość elektrycznego składania lusterek bocznych. Prędkość maksymalna ze złożonymi lusterkami była prawie 10 km/h większa niż z rozłożonymi. Oczywiście jazda po drogach publicznych ze złożonymi lusterkami jest absolutnie nieodpowiedzialna, ale eksperyment ten pokazuje jasno: większa prędkość maksymalna wynika wprost z mniejszych oporów powietrza. Mniejsze opory, mniejsze spalanie. Jasna wskazówka dla zapominalskich po sezonie wakacyjnym – bagażniki dachowe, mimo, że puste, również zwiększają spalanie samochodu.

PK: Zwiększony opór powietrza to jedno, a dodatkowe obciążenie?

MB: To również ma znaczenie. Niektórzy kierowcy traktują bagażniki swoich samochodów jak szafy lub warsztaty naprawcze. Widziałem już torby z ekwipunkiem do naprawy Poloneza w nowoczesnym Japończyku – tak na wszelki wypadek.

PK: Pewnie właściciel do niej nie zajrzał od ponad 20 lat.

MB: Pewnie tak, tylko przekłada do coraz nowszego auta.

PK: Szafa w bagażniku – doskonale wiem co masz na myśli.

MB: Tylko w tym przypadku nie możemy dać się zwariować. Jeżeli 2-3 razy w tygodniu jeździsz na tenisa i dla wygody cały sprzęt wozisz ze sobą i tylko jeden raz go wyjmiesz, żeby sprawdzić spalanie, a później zapomnisz zapakować ponownie, to cała oszczędność (i znacznie więcej) zniknie przy przejeździe tam i z powrotem po rakiety.

PK: Nie licząc zmarnowanego czasu, ale wróćmy do złotówek. Światła dzienne?

MB: Nie podejmę się obliczenia (choć widziałem próby) ile auto pali mniej dzięki wykorzystaniu świateł do jazdy dziennej. Natomiast, mogę powiedzieć, w poprzednio użytkowanym samochodzie wydałem na żarówki w ciągu 3 lat (tym kontrolka włączenia świateł na desce rozdzielczej) ponad 300 zł. W nowym, ze światłami do jazdy dziennej – 0.

PK: Bez bagażnika dachowego, z pustym kufrem i najlepiej z wyłączoną klimatyzacją?

MB: Z klimatyzacji korzystam cały rok. Z resztą taniej jest w gorące dni jeździć z włączoną klimatyzacją niż otwartymi oknami. W bardzo upalne dni można na początku posiłkować się zamkniętym trybem wentylacji minimalizując zużycie energii. Jest to też jedna z cech trybu ECO dostępnego w nowszych modelach aut. Staram się nie oszczędzać na komforcie w samochodzie. Samopoczucie kierowcy wprost przekłada się na bezpieczeństwo podróży.

PK: Podsumowując: sporo informacji. Czy jeszcze coś dodasz zanim wreszcie ruszymy ;)?

MB: Ciśnienie w oponach. Krótko – za niskie ciśnienie w oponach to wyższe spalanie i szybsze zużycie opon. Wartość ciśnienia powinna być zgodna z zaleceniami producenta również ze względów bezpieczeństwa.

PK: Jedziemy?

MB: Tak, jedziemy. Technika jazdy i nawyki kierowców mają największy wpływ na wysokość spalania. Kolosalne znaczenie ma płynność jazdy i wbrew pozorom szanowanie prędkości. To nie znaczy, że powinniśmy jeździć szybko, czy za szybko. To znaczy, że powinniśmy przewidywać sytuacje na drodze i odpowiednio na nie reagować. W przypadku jazdy po mieście przykładem niech będzie sygnalizacji świetlna. Jeżeli zbliżamy się do skrzyżowania i z daleka widzimy czerwone – zdejmijmy nogę z gazu, hamujmy silnikiem. Dotoczmy się i być może światło zmieni się na zielone. Nie będziemy musieli zatrzymywać auta do 0 i ponownie ruszać. Z resztą takie zachowanie pozwala oszczędzać nie tylko paliwo. To samo w sytuacjach kiedy zbliżamy się pasów dla pieszych, autobusów ruszających z przystanków, itp.

Fotolia_48368639_Subscription_Monthly_M_cut

W jeździe miejskiej też znacznie częściej korzystamy ze skrzyni biegów. Przyspieszajmy dynamicznie zmieniając bieg na wyższy przy 2 – 2,5 tysiącach obrotów (nowsze auta pomagają stosownym wskazaniem) i starajmy się hamować silnikiem. O ile to możliwe utrzymujmy stałą prędkość.

PK: Rozmawiamy o sytuacjach typowych dla ruchu miejskiego, a podróże w tzw. terenie niezabudowanym?

MB: W takich przypadkach okazji do oszczędzania mamy więcej. Choćby zbliżanie się do terenu zabudowanego. Zdejmijmy nogę z gazu odpowiednio wcześniej, żeby 50 km/h uzyskać bez pomocy hamulców. W nowszych autach podczas hamowania silnikiem paliwo nie jest zupełnie zużywane. Inne typowe sytuacje na „trasie” to wyprzedzanie. Starajmy się to zrobić na jednym „przyspieszeniu”. Często „szybcy” kierowcy podjeżdżają za blisko wyprzedzanego pojazdu i wykonują manewr na tzw. „na kukułkę” szukając dobrej okazji. Zostawiając sobie odpowiednią odległość mamy znacznie lepszą widoczność do przeprowadzenia manewru i możemy go wykonać płynnie „na raz”. Tak naprawdę, im mniej razy wciskamy hamulec na trasie, inaczej panując nad pojazdem, tym więcej paliwa oszczędzamy. Czasem wystarczy zdjąć nogę z gazu 200 – 300 metrów przed przeszkodą i minąć ją płynnie bez konieczności zatrzymania.

PK: Trening czyni mistrza?

MB: Oczywiście, zachęcam kierowców do wybrania odcinka testowego – takiego którym często podróżują. Znana droga sprzyja oszczędzaniu. Kierowcy łatwiej jest przewidywać sytuacje na trasie którą dobrze zna. Wystarczy kilka razy przeprowadzić olimpiadę niskiego spalania i pewne nawyki wejdą w krew także z korzyścią dla bezpieczeństwa. Również na autostradzie można przeprowadzić test i wybrać w drodze kompromisu czas dojazdu (prędkość) vs możliwości portfela (spalanie). Dodatkowo, jeśli trenujemy na tym samym odcinku łatwiej jest porównać wyniki. Walcząc o niskie spalanie, nie możemy oczywiście zapominać o przepisach ruchu drogowego.

PK: Porównywanie wyników, jak to robisz?

MB: Kiedyś zaczynałem od pliku excel’a. Wpisywałem tam tankowania i wyliczałem średnią. To tego dodawałem inne koszty utrzymania samochodu. Dziś korzystam z nowocześniejszych metod – aplikacji mobilnej, która wylicza za mnie odpowiednie statystyki dotyczące i średniego spalanie i innych wydatków podzielonych na odpowiednie kategorie. Jeśli zaś chodzi o raporty z tras to korzystam z zaawansowanej telemetrii. A w zasadzie z dwóch różnych rozwiązań. Pierwsze z nich podłączone jest na stałe w samochodzie i „czyta” dane dzięki magistrali CAN. Nie jest to tylko i wyłącznie – jak to się zwykle w branży mówi – logistyka (monitorowanie tras i poziomu paliwa), ale także urządzenie monitorujące styl jazdy kierowcy. Dzięki analizie sił działających na samochód oraz badaniu prędkości i obrotów silnika system telematyczny precyzyjnie określa profil kierowcy. Jest to trochę jak EKG, ale diagnozę możemy zbudować sami na podstawie analizy prezentowanych wykresów. Dzięki temu systemowi jestem w stanie precyzyjnie porównać trasę do trasy i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Drugie z urządzeń w moim samochodzie wpięte jest w port diagnostyczny OBDII. Instalacja jest prosta i może ją wykonać każdy kierowca bez konieczności skomplikowanego montażu. To urządzenie z kolei może komunikować się z kierowcą za pomocą sygnałów dźwiękowych (poza logistyką) i informować o przekroczeniach prędkości lub zbyt ostro branych zakrętach. Tutaj również otrzymujemy precyzyjne raporty spalania z podziałem na odcinki.

PK: Totalna inwigilacja w imię oszczędności, to ile można ugrać?

MB: Edukacja na podstawie zebranych danych – brzmi zdecydowanie lepiej. Ile można ugrać? Z praktyki – można się bardzo poważnie zbliżyć do wartości katalogowych podawanych przez producentów. Kiedyś udało mi się pokonać 430 km trasę o charakterystyce: miasto 20%, poza miastem 80% ze średnim spalaniem 5,53 l/100 km. Spalanie katalogowe podawane przez producenta to odpowiednio: miasto 7,7 l/100 km i poza miastem 4,9 l/100 km, czyli katalogowo średnio z moje trasy powinno wyjść 5,46 l/100 km. Trzeba dodać, że dane katalogowe to zwykle testy w iście laboratoryjnych warunkach. Byłem bardzo blisko. Dodam, że średnia prędkość była bardzo zadawalająca. Wracając do złotówek – stosując elementy eco-drivingu możemy spokojnie przyjąć zmniejszenie spalania między 10, a 20% dotychczasowych wyników. To nie rzadko ponad 1 litr paliwa na 100 km, co przy wakacyjnych podróżach może pokryć koszty posiłku w trakcie odpoczynku.

PK: Dziękuję bardzo. Przekonałeś mnie, to … szerokiej drogi!

MB: Szerokiej, taniej i bezpiecznej!

Udostępnij artykuł: