Porozmawiajmy o samochodach elektrycznych

Porozmawiajmy o samochodach elektrycznych

Porozmawiajmy o samochodach elektrycznych

0 komentarzy 📅25 października 2016, 05:41

Adam Kornacki w rozmowie z nami opowiada o swojej miłości do samochodów, także elektrycznych, oraz o tym, że z samochodami jest tak samo jak z… butami.

Michał Baranowski: Jak mało kto najeździłeś się różnymi samochodami i to nie tylko nowymi autami testowymi, ale także używanymi bohaterami Twojego Zakupu kontrolowanego. Ciekaw jestem, jakim autem jeździsz na co dzień?

Adam Kornacki: Od jakiegoś roku – dosłownie teraz stuknął rok – moim samochodem „numer jeden” w rodzinie jest samochód w pełni elektryczny i wynika to z czysto racjonalnych pobudek. Przymierzałem się do elektrycznej motoryzacji dosyć długo. Dla mnie samochód zawsze musi być JAKIŚ i nie może to być półśrodek. Dlatego nie zdecydowałem się na hybrydę, tylko na samochód stuprocentowo elektryczny. Powody? Proszę bardzo: ja mam czworo dzieci – wszystkie trzeba zawieźć, przewieźć, podwieźć, a to na zbiórkę, a o to do szkoły, a to na lekcję gitary, a to na angielski i robię siermiężne, miejskie kilometry, a mieszkam na przedmieściach i wszędzie mam dosyć daleko. Osiemdziesiąt, sto kilometrów pokonywanych każdego dnia po mieście jest albo moją, albo mojej żony codziennością. Po prostu musimy to robić. Mamy też wielkie, cudowne, 7-miejscowe Volvo XC90. Kiedy tylko mamy okazję, podróżujemy wszyscy razem naszym Volvo z łodzią na przyczepie i rowerami na dachu. Ale na pewno nie po mieście, od tego jest LEAF. Zasięg tego auta to ok. 150 km, więc ten mój dzienny, miejski, siermiężny przebieg w zupełności się mieści. W nocy auto ładuję z domowego gniazdka 230 V bez najmniejszego problemu. Dlatego wszyscy traktujemy tego naszego LEAF-a jako samochód na maksa użyteczny. Dzieciaki go uwielbiają, dlatego że jest bezszelestny i czysty. W ogóle nie bywa na stacjach benzynowych i właśnie z tym mamy pewien problem. Zawsze jak się jest na stacji benzynowej i tankuje się samochód, to się wyrzuca śmieci z wnętrza. W LEAF-ie śmieci jest zawsze cała góra.

Nie tankujesz prądu, nie używasz innych stacji niż domowa?

Od czasu do czasu, jak auto było nowe, to z ciekawości ładowałem baterie w mieście. Mamy w Warszawie ok. 30 stacji ładowania i coraz więcej ich przybywa. Trzydzieści to jest liczba sprzed kilku tygodni. Jak jestem np. na Powiślu, w okolicach Centrum Nauki Kopernik, to z przyjemnością udaję się na kawę, żeby posiedzieć 40 min i podładować auto, chociaż nie muszę tego robić. Od czasu do czasu podjeżdżam też na Puławską do dilera Nissana, tam jest tzw. duża wtyka, w 20 min mam 80% baterii. Po sąsiedzku jest standardowa stacja benzynowa. Z przyjemnością siedzę, piję sobie kolejną kawę, czekam te 20 min i patrzę jak podjeżdżają ludzie tam obok, tankują za 300 zł, zajmuje im to te 2 min, a ja mam czas na przeczytanie gazety, na drobną konwersację i prąd tankuję za zupełną darmochę. To jest piękne!

A zdarzyło Ci się gdzieś dalej wyjechać tym samochodem?

Sporo osób właśnie o to pyta – o pokonywanie tras samochodem elektrycznym. Odpowiadam: na razie nie jest to samochód do jeżdżenia w trasę. Staję się wtedy niewolnikiem swojego własnego auta. Ani jego zasięg, ani jego charakter jak na razie nie pozwalają na dalsze podróże. Ja kocham, uwielbiam samochody, na co dzień testuję wiele nowości, a i w domu aut jest kilka. Piękno motoryzacji staram się odkrywać w jej skrajnościach, dlatego pod wiatą koczuje u mnie leciwy amerykański zardzewiały pick-up, jest też w garażu samochód sportowy, a ścigałem się na torach Polski i świata przez 16 lat. Na co dzień służy nam również samochód rodzinny, 7-miejscowy, fajnie wyposażony i nim jest uwielbiane przez wszystkich XC90, a do czego innego służy samochód typowo miejski, czyli elektryczny LEAF. Cenię ten samochód, za to, że został stworzony dla ludzi, którzy nie szukają w motoryzacji czegoś uniwersalnego. Dla mnie motoryzacja dzieli się na drobne segmenciki i nigdy samochód uniwersalny nie będzie samochodem najlepszym, bo uniwersalizm w motoryzacji jest utopią.

Czyli trochę tak jak z butami, jedne mamy do garnituru, drugie do biegania, trzecie mamy na spacer, czwarte mamy po górach itd., itd.

Oczywiście nie można mieć jednych butów do wszystkiego, bo szybciutko po pierwsze by się zniszczyły, a po drugie nie pasowałyby trampkokorki do garnituru.

Wspomnianych hybryd widać już coraz więcej. Samochodów elektrycznych jest jeszcze stosunkowo mało. Czy myślisz, że mogłoby się zdarzyć coś w naszym kraju, co spowodowałoby, że te samochody byłyby chętniej kupowane? Czy Twoim zdaniem wiedza o tych samochodach jest jeszcze niewielka, jak bardzo doskwiera brak infrastruktury?

Myślę, że jedno i drugie. Jesteśmy w tej kwestii niestety daleko, daleko za Europą Zachodnią, a za Skandynawią to już w ogóle. Potrzeba infrastruktury, potrzeba stacji ładowania, bo przecież nie każdy mieszka w domu i ma możliwość dociągnięcia prądu do własnego auta. Przez to spośród użytkowników aut elektrycznych w Polsce odpadają miliony osób, które mieszkają w wielkich miastach w wielkich blokach. Dopóki nie będzie dużo i dobrze dostępnych stacji ładowania, to elektryczna motoryzacja masowa się nie stanie. Powiedziałeś też o świadomości – rzeczywiście tego prądu w samochodzie wciąż się boimy.

To widać nawet w moim programie Zakup kontrolowany. Jakakolwiek nowinka techniczna budzi od razu brak zaufania. Nawet automatyczna skrzynia:

„– Ja nie, nie, ja tylko manualna.

– Ale dlaczego, próbowałeś kiedyś automatem?

– Nigdy nie próbowałem, ale ja bym się do tego nie przekonał”.

Zakładamy a priori, że wszystko, co nowe, nieznane, nie jest jakby dla nas stworzone. Cały czas musimy wąchać te smrody, nachylać się nad gaźnikiem, zastanawiać się, czy nam płyn chłodniczy nie wyciekł. W samochodach elektrycznych kompletnie tego nie ma. Jeżeli zważymy na fakt, że te samochody są bezobsługowe, bezszelestne, czyste i niepaliwożerne, a przegląd samochodu elektrycznego po roku eksploatacji kosztuje 150 zł, to zaczyna się rysować prawdziwy obraz elektrycznej motoryzacji. Tam nie ma układu chłodzenia, tam nie ma skrzyni biegów, tam nie ma zapłonu, zbiornika paliwa, są tylko półosie i prosty motor elektryczny, prawie taki jak w tramwaju. Kto nie spróbował, ten się tego boi, ale kto liźnie elektrycznej motoryzacji, ten się zacznie nią fascynować.

Klocki hamulcowe wymieniasz raz na 5 lat albo i rzadziej.

No właśnie. Jeszcze jest ładowanie i odzyskiwanie energii kinetycznej. Ten samochód po prostu sam jedzie jak tramwaj. On nas prowadzi dosłownie za rękę. Moja rodzina przejeździła samochodem elektrycznym w rok 10 tys. km. Tych 10 tys. miejskich kilometrów, z których nie ma ognistej przyjemności. Czy jedziesz samochodem sportowym, czy jedziesz samochodem elektrycznym, jedziesz w korkach tak samo wolno i tak samo nieefektywnie.

Za to masz cicho…

Tak, za to mam cicho i jadę bez zużycia paliwa. I jadę prawie za darmo, bo 100 km kosztuje mnie niecałe 8 zł, kiedy auto zasilam z gniazdka domowego.

A gdyby pojawiły się przywileje – choćby możliwość jazdy buspasem czy darmowe parkowanie w centrach miast, plus stacje ładowania na ulicach. Czy Twoim zdaniem skusiłoby to Polaków – klientów indywidualnych? Może korporacje sięgnęłyby po auta elektryczne do takich miejskich przebiegów, tzw. poolcar?

Zdecydowanie tak. My, kierowcy, jesteśmy grupą, którą się wbrew pozorom bardzo łatwo manipuluje. Nie jesteśmy grupą jednorodną. Gdyby dać taką maleńką marcheweczkę (czyli jakieś udogodnienie, zwolnienie z podatku itd.), którą my jako kierowcy moglibyśmy gonić, to byłoby to naprawdę doskonałe. Ja jestem zadziwiony – wystarczy prosta zmiana przepisów. Tej motoryzacji elektrycznej jest na razie tak mało, że wystarczy jeden przywilej, np. jazda buspasem lub darmowe parkowanie – cokolwiek. Jeden ruch naprawdę sprawiłby, że być może floty miejskie, kurierzy, być może klienci indywidualni i instytucjonalni zaczęliby się przesiadać na samochody elektryczne. Na razie nie ma nic. Jedynym przywilejem w mieście stołecznym Warszawie jest możliwość – po wyrobieniu oczywiście odpowiedniego zaświadczenia – przejazdu Traktem Królewskim (Nowy Świat – Krakowskie Przedmieście). Jest z tego frajda, bo rzeczywiście czasami można niejeden korek ominąć, ale to jednak zdecydowanie za mało. Szczególnie że takie samo udogodnienie należy się wszystkim hybrydom i na Trakcie Królewskim też zaczynają się korki. Masowa motoryzacja na prąd wymaga oczywiście radykalnej zmiany przepisów, ale najpierw dyskusji, dobrego przemyślenia i zasięgnięcia opinii ekspertów.

A jak patrzysz na elektryczny sport? Tam też się ciekawe rzeczy dzieją, choć pomału.

Rozmawiałem ostatnio z Krzysztofem Hołowczycem na ten temat. Wówczas startował w rallycrossie jeszcze na początku tego sezonu. FIA planuje już klasę aut elektrycznych w tej dyscyplinie, bo to są krótkie dystanse. Byłoby cudownie, bo według mnie rallycross to najpiękniejsza dyscyplina sportów motorowych – ścigałem się w niej 5 lat. Pełna koncentracja, dużo „dzwonów”, bardzo szybkie i lekkie samochody. Do tej dyscypliny elektryczne auta byłyby idealne.

I ten moment obrotowy dostępny zawsze…

Właśnie! Te auta ważą po 700 kilo i mają po 600 koni mechanicznych. W autach elektrycznych można zrobić to samo, umieścić napęd i baterie w miejscu bezpiecznym, żeby właśnie ten bezpośredni kontakt między samochodami był możliwy. Przepiękna walka mogłaby się stworzyć. Chociaż sam Hołek stwierdził, że będzie to wyścigowy koniec świata, kiedy auta na torze nie będą ryczeć i strzelać w wydech. On się pod tym nie podpisuje… a ja nie mogę się doczekać. Formuła E też nam się pięknie rozwija i bardzo dużo się dzieje. Kto ogląda, ten wie, że naprawdę te wyścigi są superciekawe. Odbywają się na torach nie tych klasycznych, ale stworzonych w centrach miast, na zamkniętych ulicach, żeby przyciągnąć publiczność, żeby pokazać, że motoryzacja, ta bezdźwięczna, to jest po prostu przyszłość. Jak dla mnie Formuła E to piękna rywalizacja, bardzo wyrównana, oby jej było jak najwięcej.

Mówisz o huku, o tym klaśnięciu ze sprzęgła, o dźwięku silnika. Zresztą mało kto wie, że samochody elektryczne były tak naprawdę pierwsze, przed spalinowymi. Potem z nich zrezygnowano ze względu na problemy z zasilaniem i bateriami. Wracając jednak do teraźniejszości – jak w ogóle widzisz trendy światowe? W Polsce jeszcze faktycznie jest mało aut elektrycznych, a oferta importerów nie jest bardzo bogata.

No właśnie. Stany Zjednoczone tak samo – tam Tesla zaczyna królować w bogatych ośrodkach, jak Kalifornia, Floryda. A tymczasem w Polsce w ogóle nie ma przedstawicielstwa Tesli. Świadczy to niestety o tym, że nasz rynek jest jeszcze totalnie raczkującym rynkiem i nie wzbudza zainteresowania amerykańskiego giganta. Jeśli ktoś kupi sobie teraz Teslę, a jeździ ich troszkę po Polsce, jest skazany na serwis w Niemczech. Sporo osób boi się, że elektryczna motoryzacja dosłownie za chwilę wyprze samochody spalinowe. Kochani, nie bójcie się, niczego nie wyprze. To się będzie w piękny sposób uzupełniać. Tak jak hybrydy uzupełniają nam paletę samochodów z silnikami spalinowymi. Nie zawsze hybrydę kupuje się wyłącznie po to, żeby oszczędzać, ale po to, żeby dodać mocy, dodać momentu obrotowego, żeby start samochodu był maksymalnie dynamiczny. Popatrzmy na Porsche 918 Spyder – każdemu życzę przejażdżki takim samochodem hybrydowym. Jest to chyba najlepszy samochód, jakim w ogóle kiedykolwiek jeździłem w życiu. Kumulacja mocy i momentu obrotowego z podwójnie doładowanej V8 i jednocześnie z silników elektrycznych to jest po prostu totalny odjazd przełożony na asfalt. Każda nowinka technologiczna jest cenna i jest po to, żeby otwierać nasze umysły, pokazując, że napęd hybrydowy może być bardziej efektywny i że dzięki niemu samochód może po prostu super, doskonale, znakomicie, efektywnie przyśpieszać.

Tak, bo każdy silnik wtedy pracuje w tych zakresach obrotów, w których czuje się najlepiej i jest najbardziej wydajny. Samochody elektryczne zwykle są dużo lepiej wyposażone niż ich spalinowe odpowiedniki i mają dużo więcej nowości na pokładzie. Należy się spodziewać, że za chwilę to będą również samochody autonomiczne, zresztą niektórzy producenci już bardzo mocno nad tym pracują. Adam, jak Ty oceniasz autonomiczne samochody – taki pomysł na auto? Dla jednych jest to kompletne zaprzeczenie, ale znam takich, którzy dużo podróżują i mówią: w sumie, jak by to auto miało mnie zawieźć z punktu A do punktu B po autostradzie, to może nie miałbym nic przeciwko temu.

Ja uwielbiam nowinki techniczne w motoryzacji. Na szczęście jest ich teraz tak dużo, że my, dziennikarze motoryzacyjni, mamy co robić (śmiech). Samochody autonomiczne są rzeczą, przed którą nie uciekniemy. Technologicznie jesteśmy na to w 100% gotowi. Musimy dopracować jeszcze system bieżącego ładowania, indukcji, czyli infrastrukturę, i oczywiście dostosować prawo. Przepisy, nawet światowe, jeszcze do końca nie są w stanie sprecyzować, czym tak naprawdę jest jazda autonomiczna. Moja praca, czyli tworzenie programów w telewizji, to praca głównie zespołowa. Uwielbiam otoczyć się takimi ludźmi, którym mogę zaufać i wobec których nie muszę wykazywać maksymalnej czujności podczas każdego etapu tworzenia programu. Tak samo jest w motoryzacji – jeżeli zaufamy inżynierom i te nieciekawe autostradowe kilometry, kiedy jesteśmy otoczeni ekranami dźwiękochłonnymi i kiedy nie mamy ani widoków, ani przyjemności z jazdy, pokonamy autonomicznie – będzie to stuprocentowy sukces! Jeżeli w tym samym czasie można otworzyć sobie książkę i poczytać, odwrócić się, porozmawiać ze współpasażerami, a samochód zawiezie nas sam, to ja się pod tym podpisuję obiema rękami. Nie odbierze nam to przyjemności z jazdy, bo nie będziemy z tego korzystać na pięknych widokowych trasach. System jazdy autonomicznej zawsze możemy wyłączyć i kiedy tylko mamy ochotę, możemy pojechać sami. Jazda autonomiczna jest to po prostu doskonały pomysł, by we własnym aucie poczuć się jak w pociągu, oderwać wzrok od jezdni i robić po prostu coś innego. Czekam na to z utęsknieniem i chciałbym kiedyś jeszcze móc przetestować taki samochód w normalnym ruchu drogowym. Może to się stanie szybciej, niż nam się wydaje.

I niech tak się stanie. Dziękuję bardzo!

Dzięki wielkie.

Adam Kornacki, dziennikarz motoryzacyjny, w TVN Turbo oglądać go można w programie „ Zakup kontrolowany” i  w nowym programie „Debeściaki” . Stały felietonista „Menadżera Floty”.

Artykuł publikowany był także na łamach magazynu Menadżer Floty.

Udostępnij artykuł: