Stuprocentowe Auto?

Stuprocentowe Auto?

0 komentarzy 📅17 maja 2014, 00:33

Jednym z niedawno publikowanych bardzo medialnych „ostrzeżeń” przed głęboką ingerencją maszyn w życie człowieka była informacja i pierwsze próby wykorzystania Dronów jako dostarczycieli przesyłek. News momentalnie odbił się echem w najdalszych nawet skrawkach Internetu i innych mediów, po czym wrócił do rzeczywistości jako długo nierealizowalny. Rozglądając się w poszukiwaniu podobnych informacji nie da się nie zauważyć prac nad samoprowadzącymi się samochodami oraz całej technologii connected car. Internet w samochodzie – można powiedzieć, że społeczeństwo już przełknęło, ale auto bez kierowcy nadal budzi szok i niedowierzanie. Póki co.

De facto wiele elementów z autonomicznych aut można zaobserwować w produkowanych już pojazdach – np. wszelkiej maści czujniki (deszczu, stojących przeszkód, wychodzących nagle pieszych itp. itd.), możliwość samoczynnego parkowania, wykorzystanie silników elektrycznych, łączność Internetowa. Brakuje zatem urządzeń będących w stanie zastąpić człowieka. Oczywiście każdy z szanujących się producentów samochodowych pracuje w ukryciu nad nowymi technologiami i innowacjami w swoich autach. Mniej lub bardziej zaawansowane systemy samoczynnie jeżdżących aut prezentowało już całkiem sporo firm: Ford zaprezentował Fusion Hybrid, Nissan testuje Leaf, Renault Fluence samoczynnie podjeżdża do wypożyczającej go osoby, BMW driftuje, Mercedes S500 jako pierwszy samodzielnie porusza się w ruchu miejskim, Volvo deklaruje, że jako pierwsza firma już w 2017 roku uruchomi produkcję seryjną samojeżdżącego następcy XC90 itp.

Automated Fusion Hybrid Research Vehicle

Fotografia: Ford

Jednak to nie im najbardziej zależy na totalnym wywróceniu panujących zasad, a właśnie Google, który mógłby z przytupem zaistnieć w nowej dla siebie dziedzinie transportu. O Apple w tym kontekście nie należy póki co wspominać, ponieważ to co zaprezentowano do tej pory to jedynie możliwości sprzężenia iPhone/iPad z samochodem i to z nastawieniem na rozrywkę.

W jaki sposób przyzwyczaić do czegoś ludzi? Do czegoś, co początkowo wydaje się zbędne lub bez czego  można zwyczajnie żyć? – dać to za darmo! Google robi tak od początku swojej działalności i takie plany ma również w przypadku autonomicznego pojazdu, a prace nad nim ostatnio znacznie przyśpieszyły.

Zdaniem przedstawicieli KPMG, autorów opracowania „Self – Driving Cars: Are we ready?” – konsumenci są przeświadczeni iż to firmy specjalizujące się w IT będą w stanie dostarczyć lepsze rozwiązania niż producenci aut. Zgodnie z cytowanym dokumentem, KPMG prognozuje, że do 2019 roku autonomiczne pojazdy będą opcjonalnym wyposażeniem większości nowych aut segmentu premium. Jednak nie wszystkie prognozy są tak optymistyczne – raport firmy Bosch pokazuje, że większość kierowców nie jest zainteresowana ideą samojeżdżącego samochodu (ok. 30% ankietowanych wyraziło chęć zakupu takiego auta, ale aż 21% bałoby się nim podróżować). Niechęć czy strach można tłumaczyć niewiedzą, nieufnością oraz zwykłymi obawami.

Google-Prius-Self-Driving-Car-e1333124203793

Fotografia: Google

W jaki sposób Google chce przekonać przyszłych klientów do korzystania z ich wynalazku autonomicznego pojazdu? Otóż pojawił się koncept, żeby wprowadzić je na rynek usług, przy darmowym (lub niezauważalnym) wkładzie finansowym pasażerów. Np. jeśli posiadasz konto na gmail lub google+ możesz skorzystać z darmowej podwózki samochodem bez kierowcy na trasie z lotniska do centrum. Tak oswajany produkt mógłby później zostać zmonetyzowany, ale nie poprzez Google, a przez partnerów. Przykłady: samoprowadzące taksówki, autonomiczne auta dowożące klientów do restauracji, pracowników do firmy, przełom w e-commerce (po dokonaniu zakupu towar przywozi auto bez kierowcy lub wiezie klienta aby mógł przymierzyć ubranie).

Szczególnie interesujący jest ostatni przypadek. System wymyślony przez Googla może wyglądać tak: kiedy klient widzi reklamę danego produktu w Internecie, otrzymuje informację, że przy jego zakupie zostanie za darmo dowieziony do najbliższego oddziału tego sklepu. I tutaj zaczyna się praca Google – w czasie rzeczywistym na podstawie lokalizacji klienta oblicza on koszty związane z dojazdem i proporcjonalnie pokaże jak ma się to do ceny wybranego przedmiotu, pokaże ile czasu zajmie dotarcie do sklepu na własną rękę, obliczy koszty paliwa które klient zaoszczędzi. W ten sposób od razu widzać oszczędności wynikającego z zakupu w tym konkretnym miejscu. Wszelkie koszty związane z nową reklamą poniesie oczywiście sklep, a Google zajmie się dostarczeniem klienta do obiektu oraz zachowa informację o dokonanej transakcji. Gwarantuję, że nie jest to wymysł mojej wyobraźni tylko świeżo opatentowany produkt Google o nazwie „dowóz klienta do sklepu autonomicznym samochodem”.

US08630897-20140114-D00006

Fotografia: Google patents – schemat idei patentu.

W ten sposób powoli i niejako tylnym wejściem może dokonać się rewolucja. Kiedy wszyscy przekonają się do takiego modelu zakupowego oraz nowego stylu podróżowania okaże się on niezastąpiony i dookoła nas z pedantyczną dokładnością i dostosowaniem do zasad ruchu drogowego będą poruszać się samojeżdżące auta.

Niektórzy z nas mogą się oburzyć na fakt, że Google wymyślił sobie autonomiczny pojazd i po serii testów chce wprowadzić go do sprzedaży i zarabiać na tym krocie. Co na to prawo? Rzecz dzieje się w USA – gdzie system wydaje się być bardziej przychylny innowacyjności niż w innych rejonach świata. Dlatego w stanach Nevada, Kalifornia i na Florydzie przyjęto już ustawy, które umożliwiają przemieszczanie się autonomicznymi samochodami. W kolejce na przyjęcie podobnych rozwiązań czekają Michigan i New Jersey. Po cichu mówi się również o możliwości korzystania z autonomicznego pojazdu nawet przez osoby, które nie posiadają prawa jazdy, przez osoby niepełnoletnie, czy też inwalidów, a nawet niewidomych. A co na to Europa? Raczkuje na poziomie systemu eCall, czyli powoli skłania się ku temu, aby we wszystkich państwach członkowskich istniał obowiązek montowania karty SIM i urządzenia powiadamiającego o kolizji lub innemu zagrożeniu życia. A zatem przepaść między kontynentami.

Wracając do USA – są tu spełnione w zasadzie trzy czynniki umożliwiające w niedługim czasie (ok 5 lat) wprowadzenie autonomicznych aut do sprzedaży: przychylne prawodawstwo, zaawansowane badania i prace technologiczne, zainteresowanie reklamodawców oraz części społeczeństwa. Dla Google to zdecydowanie wystarczy by intensywnie pracować i w rzeczonej niedalekiej przyszłości móc podziękować ludzkim kierowcom za swoją dotychczasową pracę.

Źródło:Google

Jakie są główne argumenty zwolenników wprowadzenia autonomicznych aut? Bezpieczeństwo oraz usprawnienie ruchu samochodowego. To poważne czynniki, którym należy dać szansę na  rozwiązanie. Google zapowiada, że samoprowadzące się samochody pozwolą uniknąć większości wypadków, znacznie zmniejszą też niszczące skutki pozostałych kraks. Analizując te zapowiedzi należy odnieść się do budowy samojeżdżącego pojazdu. Według Google, oprogramowanie w obecnej wersji potrafi rozpoznawać jednocześnie dziesiątki różnych obiektów znajdujących się w jego bezpośredniej okolicy i dostosować do ich zachowania. Nawet rowerzyści sygnalizujący chęć zmiany pasa wyciągnięciem ręki w bok nie są problemem – system wie, że należy w takim przypadku odpowiednio zwolnić (lub nie przyspieszać) i umożliwić rowerzyście manewr. Oczywiście auto czyta znaki, rozpoznaje pasy i ‚malunki’ na jezdni, porusza się zgodnie z obowiązującymi na danym odcinku drogi ograniczeniami, rozumie sekwencje na skrzyżowaniach (kolory świateł), przewiduje reakcje innych uczestników drogi i wyciąga z tego wnioski. Działa na chłodno, dlatego nie podejmie ryzyka przejechania na „późnym” pomarańczowym, czy też skrętu w prawo „bez strzałki”, zawsze zatrzyma się przed przejściem kiedy w jego pobliżu znajdzie się pieszy. Pamiętajmy, że nie są to jedynie szumne zapowiedzi spisane na kartce papieru, ale realne elementy samochodu wprowadzone w życie i testowane bezwypadkowo przez setki tysięcy mil w normalnym ruchu ulicznym. Ciężko zaprzeczyć, że brzmi to bardzo przekonująco. Natomiast argument mówiący o usprawnieniu ruchu może się ziścić jako wizja sunących za sobą aut wykorzystujących każdy wolny skrawek jezdni wraz ze sprzężonym do rytmu ulic systemie świateł i skrzyżowań.

Daleko idącą konsekwencją wykorzystywania na szeroką skalę samoprowadzących aut będzie całkowita lub znacząca rezygnacja z usług kierowców taksówek, tirów, busów i innych pojazdów, pracy mechaników, agentów ubezpieczeniowych, kurierów oraz znaczącej części światowej motoryzacji. Pozostaje nadzieja, że w dobie wszechobecnych autonomicznych samochodów pozostanie przestrzeń dla osób takich jak my, dla których prowadzenie samochodu to przede wszystkim przyjemność i pasja z której łatwo nie zrezygnujemy.

Być może w swoich rozważaniach wybiegłem zbyt daleko, być może w niewłaściwy sposób odczytałem intencje Google, natomiast zdecydowanie jest coś na rzeczy. Samochód zbyt długo opierał się wprowadzaniu zaawansowanej technologii do swego wnętrza. Na pytanie – czy niebawem technologia wejdzie do niego z takim impetem, że potrzebna będzie głęboka redefinicja sposobu transportu i powiązanych z nim dziedzin życia – nie musimy jeszcze odpowiadać, istotne, że je zadajemy. To pierwszy krok do zmiany, wkrótce przekonamy się jak wielkiej.

 xc_65_dwn_65_2014_hres

Fotografia: rinspeed.eu

Udostępnij artykuł: