Szybki jak lotka – wywiad z Robertem Mateusiakiem

Szybki jak lotka – wywiad z Robertem Mateusiakiem

Szybki jak lotka – wywiad z Robertem Mateusiakiem

0 komentarzy 📅13 marca 2017, 22:15

Z Robertem Matusiakiem – najlepszym polskim badmintonistą, 5-cio krotnym olimpijczykiem i Mistrzem Europy rozmawiamy o badmintonie, szkoleniu dzieci, prędkości i oczywiście o motoryzacji.

Michał Baranowski: Robert zacznijmy od razu konkretnie. Czy wcześniej nauczyłeś się jeździć samochodem, czy grać w badmintona?

Robert Mateusiak: Grać, oczywiście grać. Jak byłem młodym chłopakiem, to w domu rodzinnym jeszcze nie było samochodu, więc naturalnie najpierw złapałem za rakietę i za lotkę. Zresztą miałem wtedy niecałe 12 lat, trochę za wcześnie na bycie kierowcą. To była inna rzeczywistość. Dużo czasu po szkole spędzałem na trzepaku i na boisku. Sport był już wtedy naturalnie dla mnie bardzo ważny. Zaczynałem od piłki nożnej, ale dość szybko zainteresowałem się badmintonem.

Zostańmy chwilę przy motoryzacji. Kiedy zrobiłeś prawo jazdy?

Prawo jazdy … najszybciej jak to było możliwe, w wieku 18 lat.

Twój pierwszy samochód, pamiętasz?

Oczywiście. Maluszek – nasz maluszek. Fiat 126p, dobrze pamiętam oznaczenia modelu? I oczywiście pierwsze wakacje nad morzem. Pamiętam, upał był niemiłosierny. Postój co godzina i przymusowe chłodzenie silnika. Później, tradycyjnie, pojawił się duży Fiat – 125p i oczywiście Polonez. To już była wyższa klasa. Pierwszy samochód „zachodni” jaki miałem to Mazda 323F. Piękne auto.

Spodziewam się, że od tego czasu na turnieje już jeździłeś swoim samochodem?

Tak, od tego czasu już tak i po Polsce i po Europie. Ale oczywiście pamiętam też podróże z rodzicami na turnieje młodzików PKP lub PKS. A później faktycznie już głównie własnym autem. Nawet na wyjazdy kadrowe użyczałem swój samochód i jeździliśmy po całej Europie. W zasadzie mogę powiedzieć, że Europę zjeździliśmy wzdłuż i wszerz. Wtedy była to dla nas duża frajda. Autostrad w Polsce prawie nie było wcale i jak przekraczaliśmy zachodnią granicę to dopiero można było wycisnąć z silnika więcej i poczuć jak to auto naprawdę jedzie.

Trochę jak batonik z Pewexu.

Tak, inny świat. Najczęściej jeździliśmy wtedy: Niemcy, Holandia, Dania, Austria, Francja, Szwajcaria. To były nasze główne kierunki i wszędzie autostrady … .

To na liczniku kierowcy masz już pewnie przejechane ponad milion kilometrów?

O tak grubo ponad milion. Chociaż dziś się zastanawiam, czy tych przejechanych kilometrów nie robi się mniej niż wylatanych. Czasy się zmieniły i przesiedliśmy się na samolot. Teraz już tylko latamy, również na turnieje do Azji, czy nawet jeszcze dalej.

Ale mimo wszystko dalej jesteś pasjonatem motoryzacji?

Oczywiście, nie wyobrażam sobie życia bez samochodu.

A co w aucie cenisz najbardziej? Czy są jakieś nowości, które do Ciebie przemawiają?

Dziś to przede wszystkim komfort i bezpieczeństwo. Ale kiedyś, moc! Silnik nie mógł być mniejszy niż 2.5l, a najlepiej 3l.

To wszystko przez te niemieckie autostrady?

O tak – lubiłem czuć przyśpieszenie, nawet powyżej 140 km/h, jak to auto „idzie” do przodu. Tak jak lotka lata.

Tak jak lotka lata?

Tak, mało kto zdaje sobie sprawę jak szybka może być lotka. Lata szybciej niż jeździ Bugatti Veyron. Zmierzony rekord świata to 493 km/h. Zresztą mówi się, że badminton jest obecnie najszybszym sportem świata.

Z pełnym szacunkiem, to nawet F1 się nie umywa.

Tak, to prawda, a przeciążenia na rakiecie też są znaczne. My swoje naciągamy na 15-16 kg, a amatorskie kupuje się z naciągiem 7-9 kg. Przeciążenia są takie, że kiedy pęka naciąg to i rama często zostaje zniszczona.

Wróćmy jeszcze do nowych technologii. Aktywne tempomaty, możliwość autonomicznej jazdy, jak to postrzegasz?

Cóż, jestem tradycyjnym kierowcą i lubię mieć kontrolę nad samochodem. Chociaż, raz w życiu chętnie bym spróbował dać się dowieźć do celu i w mieście i na autostradzie. Ale powtarzam, tylko w ramach zaspokojenia ciekawości.

Przejdźmy do sportu. Mało, kto wie, że oprócz swojej kariery sportowej i bardzo udanego występu z Nadią Ziębą na Igrzyskach w Rio prowadzisz również szkołę badmintona – Akademię Badmintona Roberta Mateusiaka i kształcisz swoich następców.

Tak, już ponad dwa lata prowadzę Akademię, w której trenujemy ponad 200 dzieci.  Dziś patrzę na sport, szczególnie na badmintona, z innego punktu widzenia. Kiedy byłem młodym chłopakiem zainteresowanie badmintonem to było dzieło tylko i wyłącznie przypadku. Tak było też ze mną. W szkole podstawowej na warszawskim Tarchominie nauczyciel WF zabrał mnie z matematyki na pokazowy trening. Matematyka nie była moim ulubionym zajęciem, więc z przyjemnością przyjąłem zaproszenie, chociaż nie traktowałem wtedy tego poważnie. Chciałem się tylko urwać z lekcji. Szybko trafiłem na klubowy trening w Polonezie Warszawa i później wszystko poszło już szybko. Z tego okresu pamiętam także, że mój pierwszy trener był zdziwiony z jaką łatwością zmieniam ręce przy grze. Jestem leworęczny, jednak potrafiłem grać równie dobrze lewą jak i prawą ręką. Dziś gram już tylko prawą. Wszystkie moje doświadczenia chciałbym teraz przenieść na dzieci. Ja już gram ponad 29 lat, 5 razy startowałem w igrzyskach olimpijskich. Czas najwyższy wychować następców, a w dzisiejszych czasach nie ma nic lepszego niż kształtowanie dziecięcego charakteru przez sport, zwłaszcza przez badminton. Badminton oprócz szybkości jest jedną z najbardziej ogólnorozwojowych dyscyplin. Chcę pokazać badminton również jako sposób na życie, możliwość utrzymania siebie i rodziny, ale przede wszystkim pasję i rozwój. Moja Akademia nastawiona jest na szkolenie dzieci, młodzieży oraz dorosłych. W Warszawie powstało sporo klubów i Akademii. Osobiście uważam, że im nas więcej tym lepiej, tym bardziej że w takim mieście jak Warszawa jest monopol na piłkę nożną i później długo, długo nic. Do tej pory badminton królował w mniejszych miasteczkach, o których przeciętny Polak nawet nie słyszał. Dla mnie był to jeden z powodów oraz osobista ambicja, żeby wykorzystać potencjał tutejszych dzieci do gry. Na początku miałem spory problem z wynajęciem hali na treningi. Sporo osób traktowało badminton trochę z przymrużeniem oka, jednak dziś jest zupełnie inaczej. Gramy na trzech halach w Warszawie i jeszcze raz powiem szkolimy ponad 200 dzieci. Bardzo się cieszę jak widzę pasję w oczach naszych młodych zawodników i zrozumienie w oczach rodziców. Moim celem jest doprowadzenie tych najbardziej wytrwałych do Kadry Narodowej. Oczywiście nie jest to proces ani krótki, ani prosty i wymaga sporo poświęceń, ale moją misją jest zaoferować jak najlepsze warunki dla zawodników, którzy chcą iść w nasze ślady.

Jak długo przygotowywałeś się do tego projektu?

Można powiedzieć, że ponad dwa lata. Przede wszystkim przygotowywaliśmy system szkolenia, razem z Jackiem Hankiewiczem – trenerem Kadry Narodowej i trenerem Jarkiem Suwałą. Jacek ma bardzo bogate doświadczenie trenerskie z Niemiec, a Jarek swoje zdobywał w Anglii. Trzeba dodać, że wzorce niemieckie, angielskie i duńskie to wzorce jeszcze dla nas niedoścignione, ale staramy się wybierać to co najlepsze i adoptować do polskich warunków. W Danii badminton jest, można powiedzieć, sportem narodowym. Nie ma wioski, gdzie nie ma hali dedykowanej tylko do tego sportu. W Polsce niestety moja dyscyplina jest jeszcze niedoceniana.

Faktycznie, jeszcze głośno o badmintonie nie jest, ale pamiętam wpis na portalu społecznościowym Justyny Kowalczyk w trakcie igrzysk w Rio o trudach po profesjonalnym treningu: „Jeśli ktoś nie docenia badmintona. Idźcie na jeden profesjonalny trening. Gwarantuje, że przez tydzień najmniejszy ruch Wam o nim przypomni :).”

Widocznie Justyna była kiedyś na treningu badmintona (śmiech), a słowa z ust takiego wybitnego sportowca bardzo cieszą i doceniają naszą dyscyplinę. Świadomość Polaków o badmintonie cały czas rośnie. Po igrzyskach można powiedzieć, że trochę zapanowała moda na badmintona i nawet czasem brakuje miejsc na halach. Dwa tygodnie po igrzyskach, odbył się Narodowy Dzień Badmintona na PGE Stadionie Narodowym. Impreza bez precedensu, pierwsza tego typu na świecie. Prawie 15 tyś ludzi przewinęło się w ciągu jednego dnia po to, żeby zobaczyć albo samemu spróbować pograć. 51 kortów zajętych non-stop od 10 rano do 8 wieczorem. Zorganizowaliśmy puchar dla dzieci i zgłoszonych zostało ponad 500 pociech. Nie spodziewaliśmy się tak dużego zainteresowania. Było to bardzo pozytywne zaskoczenie. W turnieju amatorów zagrało ponad 400 zawodników. Przy okazji odbyło się wiele pokazów, między innymi z naszym udziałem (moim i Nadii).  Chciałbym, żeby to była impreza cykliczna odbywająca się przez następnych kilka lat. Ta pierwsza pokazała, że moja dyscyplina cieszy się coraz większym zainteresowaniem również dorosłych. Jednak podkreślę jeszcze raz – dla mnie priorytetem są dzieci i ich szkolenie. Oczywiście, umożliwiamy też treningi rodzicom, żeby od czasu do czasu po pracy znaleźli chwilę na sport, żeby spalili zbędne kalorie i mogli odreagować stres życia codziennego. Takie zajęcia też cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Ale wracając do dzieci: za naszych czasów nie było tyle elektronicznych pokus i odciągaczy od sportu – komputery, smartfony czy Internet. Staramy się dzieciaki od tego odciągać, a w czasie obozów letnich czy zimowych uczymy je również dobrego żywienia, tak żeby faktycznie zrobić z nich młodych zawodników dbających o kondycję w każdym aspekcie.

Na koniec jeszcze motoryzacyjnie, dwa słowa o samochodach. Czym teraz jeździsz?

Mazdą 6 z dwulitrowym silnikiem, w zupełności już dla mnie wystarczającym, a w Akademii mamy od niedawna 7 osobowego Mitsubishi Outlander’a 4×4. Auto doskonale się sprawdza, kiedy na turniej jedzie więcej niż piątka zawodników.

Dziękuję za wywiad i powodzenia na zbliżających się Mistrzostwach Świata i oczywiście żeby Twoja kariera sportowa trwała jak najdłużej, później dzięki wychowankom Akademii.

Dziękuję.

 

Robert Mateusiak

Polski badmintonista i olimpijczyk z Sydney, Aten, Pekinu i Londynu oraz Rio de Janeiro. Mistrz Europy (2012) w grze mieszanej. W latach 1993-1998 reprezentował klub Polonez Warszawa.  Aktualnie jest zawodnikiem UKS Hubal Białystok. Największe sukcesy odnosi w deblu i mikście. Jego partnerem był Michał Łogosz. Jego partnerką w mikście jest Nadieżda Zięba.

Mateusiak został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne osiągnięcia na polu sportu. Od 2014 prowadzi też w Warszawie Akademię Badmintona, w której swoje umiejętności mogą doskonalić dzieci, amatorzy oraz zawodowi badmintoniści.

Osiągnięcia:

  • Mistrzostwa Europy (2000-2012): 4 brązowe medale w parze i 1 w mikście, 2 srebrne i złoto w mikście w 2012
  • Międzynarodowe Mistrzostwa Polski (1999 i 2003): 2 złote medale w parze.

Inne sukcesy:

  • Ćwierćfinał Igrzysk Olimpijskich Pekin 2008 w grze podwójnej i w mikście
  • Ćwierćfinał Igrzysk Olimpijskich Londyn 2012 w mikście
  • Ćwierćfinał Igrzysk Olimpijskich Rio de Janeiro 2016 w mikście
  • Ćwierćfinał Mistrzostw Świata 2007 w mikście
  • 26-krotny mistrz Polski (12 razy w grze podwójnej, 14 razy w grze mieszanej)
  • 5-krotny wicemistrz Polski (4 razy w grze podwójnej, 1 raz w grze mieszanej)
  • 4-krotny brązowy medalista Mistrzostw Polski (2 razy w grze podwójnej, 2 razy w mieszanej)
  • Zwycięzca miksta Super Series w Hongkongu 2009 w parze
  • Zwycięzca miksta w parze z Nadieżdą Ziębą Super Series w Indonezji 2010
  • Zwycięzca Dutch Open, turnieju rangi Grand Prix w parze
  • W parze wygrał prestiżowy turniej Grand Prix „Russian Open 2007”
  • Zwycięzca Bitburger Open 2015 oraz wielu turniejów na arenach całego Świata.
  • Wielokrotnie w pierwszej dziesiątce w rankingu światowym w debla i miksta.
  • Historyczne pierwsze miejsce w Rankingu Światowym w mikście rok 2010.

Źródło fotografii: Badminton Photo

Udostępnij artykuł: