Telematyka a ubezpieczenia komunikacyjne

Telematyka a ubezpieczenia komunikacyjne

Telematyka a ubezpieczenia komunikacyjne

1 komentarz 📅02 lutego 2016, 22:38

Wiele się mówi ostatnio na temat zastosowania telematyki w produktach ubezpieczeniowych dedykowanych kierowcom. Pomimo, że na świecie tego typu oferty nie są nowością to w Polsce takie podejście dopiero raczkuje. Wielka Brytania, Włochy, Hiszpania czy Stany Zjednoczone to kraje w których polisy komunikacyjne typu UBI – „usage based insurance” ( PHYD – „pay how you drive” czy PAYD – „pay as you drive”) to standard.  W Polsce sami ubezpieczyciele z pewną nieśmiałością odnoszą się do tematu i jak razie tylko jeden zapowiada szybkie wdrożenie produktu. Tematyka jednak jest na tyle interesująca, że już w marcu odbędzie się w Warszawie druga edycja konferencji „Connected Insurance”  poświęcona właśnie UBI.

LOKALIZACJA

Sama telematyka nie jest niczym nowym na rynku motoryzacyjnym, a w szczególności na pewno nie w przypadku aut służbowych. Wiele firm zabezpiecza się dzięki monitoringowi GPS nie tylko przed kradzieżą aut, ale także przed możliwymi nadużyciami, starając się poprawić efektywność pracy i ograniczyć zużycia paliwa. W ramach tego stosuje się pewne ogólne zasady jak limity przejechanych kilometrów czy normy średniego zużycia paliwa. To działa w celu realizacji zamierzonych oszczędności – prosta i skuteczna metoda ograniczenia kosztów paliwa. Jednak, nie o to walczą ubezpieczyciele.

SCORING

Ich interesem jest obniżenie szkodowości ubezpieczanych pojazdów. A więc wprost, zastosowanie telematyki do opisania stylu jazdy kierowców, wyłuskanie tych potencjalnie najgorszych i próba ich edukacji oraz tych najlepszych i nagradzanie ich za poprawną jazdę. Chcąc zaistnieć na tym rynku ubezpieczyciele muszą wejść po trosze w skórę audytorów  techniki jazdy. Zadanie nie jest wcale proste. O ile kierowcy służbówek przyzwyczaili się do GPSowego nadzorcy, który zlicza kilometry i tankowane paliwo, o tyle „podglądanie” stylu jazdy może być dla nich daleko kontrowersyjne. Jest to trochę specyfika „polskiego” kierowcy i pewne społecznie przyzwolenie (żeby nie powiedzieć codzienność) do zbyt szybkiej jazdy. Zresztą niejednokrotnie cele stawiane przed personel, zwłaszcza handlowcami, wymuszają dynamiczny styl jazdy.

You must choose one: The risk, or the insurance

Dynamiczny w tym przypadku wcale nie musi być równy agresywnemu, jednak w dużej mierze zależy to od umiejętności kierowcy. Wracając do stylu jazdy – prędkość to nie wszystko. Znacznie większe znaczenie i bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo ma sposób prowadzenia samochodu: hamowanie, przyspieszanie, pokonywanie zakrętów czy nawet używanie lub nie kierunkowskazów. W zasadzie większość tych informacji dostępna jest w magistrali CAN (Controller Area Network) stosowanej obecnie jako standard do komunikacji między poszczególnymi podzespołami samochodów i chętnie wykorzystywana do sczytywania informacji przez telemetryczne blackbox’y. Filozofią programów UBI jest zatem precyzyjne zidentyfikowanie ryzyka na podstawie otrzymanych danych i przygotowanie adekwatnej oferty ubezpieczeniowej. Ubezpieczyciele mają nadzieję, że możliwość weryfikacji stylu jazdy przyniesie oczekiwane efekty, zwłaszcza, że gra idzie nie tylko o tańsze ubezpieczenie. Stosowanie zasad eco-drivingu wraz elementami jazdy defensywnej przynosi dodatkowe korzyści i to nie tylko podczas eksploatacji, ale również przy odsprzedaży samochodu (większa wartość rezydualna dzięki udokumentowanej pełnej historii). Oszczędności, oprócz spalania dotyczą również niższych kosztów serwisu. Klocki i tarcze hamulcowe, elementy zawieszenia, opony, sprzęgło czy osprzęt turbosprężarek zużywają się znacznie wolniej i starczają na znacznie dłużej. Szczególnie dobrze widać to we flotach, gdzie rozbieżność np. w zużyciu klocków hamulcowych pomiędzy poszczególnymi kierowcami potrafią wynosić nawet 300%.

car model on calculator

Te same elementy techniki jazdy wpływają na bezpieczeństwo, ale w tym przypadku warto jeszcze dołożyć parametr czasu spędzonego za kierownicą i zalecanych odpoczynków. Czy te wszystkie parametry dają oczekiwane rezultaty? Można przyjąć, że dobrze wdrożony program edukacyjny pozwala zaoszczędzić nawet do 20% kosztów utrzymania floty pojazdów.

EDUKACJA

W tym miejscu zawsze pojawia się podobne pytanie odnośnie  „ryzykownej” części kierowców. Czy tylko informować, że jeżdżą na granicy bezpieczeństwa lub nawet zdrowego rozsądku, czy już edukować i jeśli tak to jak? Sensowe wydaje się wprowadzanie elementów grywalizacji i komunikacji z kierowcą (nawet w sposób bezpieczny w trakcie jazdy). Sporo dobrego „robią” systemy wpierające kierowcę: ostrzegające o niezamierzonej zmianie pasa ruchu, niezachowaniu bezpiecznego odstępu czy sygnalizacja martwej strefy. Wbrew pozorom mocno wpływają na technikę jazdy i wymuszają poprawne nawyki. Dobrze to widać zwłaszcza przy systemach informujących o brak zachowaniu odstępu. Kierowcy po jakimś czasie adoptują swoje zachowania do poprawnych, zmieniając styl jazdy na bardziej płynny i przewidywalny dla innych uczestników ruchu. Dzięki temu, trochę przy okazji zaczynają, stosować elementy eco-drivingu i jazdy defensywnej.

Wydaje się, że takie podejście jest jedynym słusznym, zwłaszcza, że gra idzie o co najmniej trzy aspekty związane z transportem drogowym:

  1. Bezpieczeństwem.
  2. Tańszą eksploatacją pojazdów.
  3. Ekologią i niższą emisją CO2 do atmosfery.

Na koniec trzeba dodać, że niektóre kraje bezpośrednio angażują się w politykę poprawy bezpieczeństwa na drogach. Przykładem niech będzie Szwecja, ze swoim programem Vision Zero. Celem programu jest zerowa liczba wypadków ze skutkiem śmiertelnym w 2020 roku. Szwedzi są na bardzo dobrej drodze – w 2014 na szwedzkich drogach zginęły (tylko z perspektywy Polski lub aż z perspektywy Szwecji) 264 osoby.

Udostępnij artykuł: