Transylwańskie serpentyny

Transylwańskie serpentyny

Transylwańskie serpentyny

0 komentarzy 📅17 października 2016, 01:02

Wprawdzie wakacyjny okres już za nami, ale można nie tylko powspominać ale zacząć planować jak wspaniale wykorzystać najbliższe letnie miesiące. Jeśli podobnie jak my lubicie piękne krajobrazy niezmącone cywilizacją, śliczne plaże ciągnące się po horyzont, a przede wszystkim liczne serpentyny czekające na Was i Wasz samochód – spróbujcie pomyśleć o odpoczynku w bardzo gościnnej Rumunii.

70…90 km/h dojazd do krawędzi aż zbliżająca się przestrzeń pobliskiego urwiska wywoła lekką niepewność, rzut oka w stronę ostrego skrętu w lewo, lekkie ścięcie z wyjściem na zewnętrzną stronę drogi blisko skalistej ściany, dojazd do kolejnego ostrego zakrętu… jeszcze chwila… ostro w prawo, w połowie zakrętu pedał w podłodze, ryk silnika i szerokie wyjście w kierunku kolejnego skrętu. Wierzcie lub nie, ale przejazd już kilku pierwszych zakrętów z ponad 100km osławionej trasy transylwańskiej pozwala błyskawicznie zapomnieć o trudach podróży przez Słowację i Węgry i nastraja na pełną niecodziennych wrażeń wycieczkę.

img_1558Malownicza trasa Transfogarska łącząca Siedmiogród z Wołoszczyzną, pełna jest serpentyn i licznych wzniesień i zjazdów, wykonana za czasów dyktatury Nicolae Ceauşescu kosztem życia 20 osób i 6 milionów kg dynamitu, zwieńczona jest wydrążonym w skale najdłuższym w Rumunii, prawie 900m tunelem. Jednak trudno opisać wrażenia, których się doświadcza wspinając się coraz wyżej z każdym kolejnym zakrętem aż do ponad 2000m n.p.m. Dojeżdżając do tunelu można zatrzymać się i rozkoszować przepięknymi widokami, ale również skosztować lokalnych smakołyków. Sam tunel jest ciekawą atrakcją, ale nie zawsze można przez niego przejechać. Nam się udało, ale jadący kwadrans po nas nie mieli już tyle szczęścia. Jednak bez względu na to czy uda Wam się przejechać całą trasę czy będziecie musieli zawrócić zdecydowanie warto tu być – zobaczcie sami…

Na miłośników filmowych dreszczowców na wzgórzu koło prowadzącej już niestety w dół trasy czeka okazale z dołu wyglądający zamek Wlada Palownika, pierwowzoru Drakuli. Zainteresowani mroczną tematyką wampirów mogą odwiedzić niedaleki zamek goszczący wielokrotnie ekipy filmowe kręcące horrory w wywołującym ciarki na plecach zamku w Bran, w którym prawdopodobnie Wlada Palownika nigdy nie było, ale jego atmosfera i wygląd jawnie temu przeczy.

trasa_transylwanska_drakulaTrasa wokół pobliskiego jeziora Vidraru daje nam szansę poczuć po raz pierwszy nieskrępowaną obecnością turystów naturę Rumuni. Wszechobecne śpiewy ptaków, biegające gdzieniegdzie bezpańskie psy i… cisza pozwala się wspaniale zrelaksować.

Z żalem żegnamy niezwykle uroczą trasę i z nieukrywaną łezką w oku kierujemy się w stronę Pitesti, a następnie Bukaresztu. Ta część kraju jest zdecydowanie bardziej uboga i typowo rolniczy krajobraz ze stojącymi przy drodze babinkami z czosnkiem lub papryką oraz sklepy z bardzo niewielką liczbą wyłącznie podstawowych produktów przywołuje wspomnienia minionej epoki PRL.

cebula

Pomimo ewidentnej bariery językowej mieszkający tu ludzie nadrabiają brak infrastruktury zwyczajną, godną pozazdroszczenia uprzejmością i życzliwością. Uboga okolica oznacza niestety skromną infrastrukturę turystyczną – trudniej w tym rejonie nie tylko znaleźć stację benzynową, szczególnie z LPG ale i miejsce, gdzie można coś zjeść. Do dyspozycji pozostają raczej tylko przyhotelowe restauracje.

hotel_zupa2W takich miejscach ceny znacząco odbiegają od średniej, ale jedzenie jest pyszne. Zdecydowanie warto wybrać z menu zupę transylwańską smakującą wyjątkowo, ale nieco inaczej w różnych częściach kraju. Pamiętając o celu głównym naszej wyprawy – Morzu Czarnym kierujemy się w stronę Bukaresztu, a następnie Konstanty (rum. Constantia).

Jak już zapewne wszyscy się zorientowali poszukujemy bardziej nieskażonych zakątków przyrody niż gwarnych miejskich ulic, ale jeden dzień naszej wyprawy poświęcamy na zwiedzanie Bukaresztu.

img_1897Samo miasto jest zadziwiającą mieszanką cichnącej muzyki minionych lat „świetności” z czasów Nicolae Ceaușescu z potężnymi budowlami wręcz krzyczącymi jak wspaniałym krajem była Rumunia, oraz powiewu nowoczesnej stolicy ukształtowanej przez szklane wieżowce, ekskluzywne sklepy i wielkomiejski pośpiech. Nasza pierwsza wizyta w tym mieście przyniosła przede wszystkim zdziwienie tym, jak dużym i prężnym miastem jest Bukareszt. Ma się wrażenie wielkiego, ruchliwego, pełnego zgiełku targowiska, na które wchodzimy z wyciszonej, powolnej, pustej przestrzeni, jaka towarzyszyła nam przez większość trasy w Rumunii. Tu, podobnie jak w naszej stolicy wszyscy gdzieś podążają, śpieszą się, pełno tu korków na ulicach i pieszych mknących przyspieszonym krokiem. Równie łatwo zobaczyć na ulicy Ferrari, Rolls-Roysa co ledwie toczącą się Dacię z pierwszych lat produkcji. Ciekawe spostrzeżenie wywołuje bardzo rygorystycznie przestrzegane pierwszeństwo pieszych na pasach. Nie widzieliśmy auta, które na widok pieszego zbliżającego się do przejścia przyspieszyłoby zamiast się zatrzymać. Dodatkowo piesi w wielu miejscach wspomagani są przez elektronikę, która dzięki czujnikom ruchu zapala migający znak pieszego, gdy ten zbliży się do krawędzi chodnika.

Duże miasta Ruminii pozostają w dużej dysproporcji do terenów pozamiejskich. Jedziemy w pierwszym dniu po oficjalnym zakończeniu sezonu do jednego z najbardziej znanych ośrodków turystycznych w kraju i… w ogóle tego na trasie nie widać. Lekko przekoloryzowując powiem, że ciężko w ogóle spotkać auto na pustej, dwupasmowej, czasem nawet trzypasmowej autostradzie przecinającej bezkresne pola uprawne dające wrażenie ogromnej przestrzeni. Długie kilometry bez jakiejkolwiek infrastruktury czy zabudowań wokół nie licząc z rzadka rozmieszczonych stacji benzynowaych (w większości bez LPG) doprowadzają nas celu podróży – nadmorskiej Konstanty.

Nie możemy się już doczekać widoku Morza Czarnego, osławionej plaży Mamaja, ale również największego portu przeładunkowego w Rumunii. Tak jak wspomniałem wybraliśmy przyjazd tuż po sezonie, bo nadmorski krajobraz dużo bardziej sobie cenimy niż towarzystwo tysięcy turystów, nawet jeśli kosztem jest nieco niej komfortowa pogoda.

Dobrze wybrana kwatera z widokiem na morze nastraja nas pozytywnie. Wybór z naszego punktu widzenia okazał się strzałem w 10.

dsc08153

Mile spędzone chwile nad brzegiem szumiącego morza pozwalają na relaks po kilkudniowej podróży. Nie daje nam jednak spokoju ciekawość wybrzeża w mniej uczęszczanym nabrzeżu. Swoboda i poczucie przestrzeni jakie czuje się w Rumunii zapowiada mnóstwo wrażeń i bliskość dzikiej natury. Czas ruszać, na początek Konstanta.

Prawie 300 tysięczne miasto łączy w sobie nadmorski kurort turystyczny, największy port przeładunkowy Rumunii i miasto z bogatą historią sięgającą VI wieku p.n.e. kiedy greccy osadnicy z Miletu ustanowili osadę Tomis. Zachęcamy do odwiedzenia Muzeum Historii Naturalnej, do którego zaprasza zamyślony posąg Owidiusza – zarówno przed wejściem jak i w środku poznajemy historię Konstanty. Spacer po największym w Rumunii porcie przeładunkowym robi na nas spore wrażenie, a widok na miasto z pobliskiego meczetu uzupełnia nasze wyobrażenie miasta. Ciągnie nas jednak coraz bardziej za miasto. Jak się okazało było warto … Jedziemy dalej na południe w okolice Costinești. Na trasach z daleka od głównych dróg nie sposób spotkać inne auta czy pieszych. Gdzieniegdzie tylko napotykamy bezdomne psy z lekką obawą, ale i nadzieją spoglądające w naszą stronę.

img_2529

Niewyobrażalna bliskość natury, aż usypiająca świeżość powietrza i te przestrzenie… to po prostu trzeba samemu poczuć.

Na kolejny etap naszej przygody też mamy duże nadzieje. Góry Bucegi (Munții Bucegi) to jedna z wizytówek Rumunii. Po drodze odwiedzamy jeszcze Histrię, kolonię grecką pamiętającą VII w. p.n.e. Można tu dosłownie przenieść się wyobraźnią w czasy gdy delta Dunaju napędzała handel starożytnej Grecji. Dobrze zachowane ruiny miasta pozwalają spacerując rozpoznać dawny rozkład osady, przejść się targowiskiem, zatrzymać koło łaźni, a pochodzące z wykopalisk zabytki pobliskiego muzeum uzupełniają ten obraz.

dsc08076

Po przyjeździe w górskie okolice Busteni udajemy się do kolejki linowej, którą wjeżdżamy na Babele umieszczone na 2300m n.p.m. z charakterystycznymi skałami znanymi z większości pocztówek z tego rejonu.

dsc08312Tu zaczyna się nasza przygoda z górami. Charakterystyka gór i brak restrykcyjnych szlaków znów wywołuje niezwykle przyjemne poczucie swobody i radości. Z każdą godziną wędrówki odkrywają się przed nami kolejne krajobrazy – dla nas to wspaniałe podsumowanie wyjazdu do Rumunii, który początkowo budził niepewność i raczej sceptyczną niechęć, a realnie stał się niezwykłą podróżą do nieskrępowanej przyrody, niezwykle przyjacielskich ludzi i 100% wypoczynku. Zdecydowanie polecamy.

img_3143

 

dsc08309

Udostępnij artykuł: