Zakręceni Bugiem cz.1

Zakręceni Bugiem cz.1

Zakręceni Bugiem cz.1

0 komentarzy 📅21 maja 2014, 07:08

Zabieramy Outbacka 2.0 CVT 2013 diesel w podróż do miejsc, gdzie czas zatrzymał się na latach osiemdziesiątych, w okolice Terespola w zapomniane i dzikie, ale niezwykle ciekawe nadbużańskie okolice.

Pierwszy odcinek trasy (Warszawa-Siedlce) pokonuje moja żona, na co dzień użytkownik benzynowego Subaru Outback drugiej generacji. Trasa 100km mija mi przyjemnie na rozłożonym miękkim fotelu z tyłu z dużą ilością miejsca. Mogę się zrelaksować i próbuję odrobić braki snu z częściowo zarwanej nocy. Co chwilę dolatują do mnie uwagi o tym jak przyjemnie i płynnie przyspiesza – niezbyt gwałtownie, ale płynnie – jazda cały czas w trybie automat i dosyć duży ruch na drodze całkowicie tłumaczą brak charakterystycznego warkotu dającego się słyszeć powyżej 4000 obrotów.
Fotele są strasznie usypiające’ słyszę stwierdzenie żony – rzeczywiście w porównaniu do dosyć twardych i nisko osadzonych skórzanych foteli naszego Outbacka te są bardzo miękkie. Zawieszenie jest zestrojone, jakby to ująć… inaczej. Z jednej strony bardzo dobrze wybiera nierówności i dosyć przyjemnie czuć drogę, ale przy wysokich prędkościach na obwodnicy da się odczuć niezbyt przyjemne podskakiwanie utwardzonego zawieszenia, tzw. piłeczka. Jest jeszcze jedna różnica, na którą żona zwróciła uwagę – my to nazywamy efektem czołgu. Gdy podjeżdżamy pod wysoki krawężnik naszym Subaru mamy przeczucie, że choćby miał wysokość metra to auto dałoby radę. Tutaj auto wjeżdża równie dobrze (a może nawet lepiej), ale fajne uczucie jest bardziej stonowane.

DSC03852
„Ta kamera cofania jest super” słyszę pozytywną opinię żony. Jak się później okazało kamera dobrze sobie radzi w każdych warunkach oświetleniowych i jest poprawnie zestrojona, intuicyjna.
Dojeżdżamy do Siedlec – naszego punktu wylotowego. Jak się „to” otwiera słyszę w towarzystwie dźwięków wskazujących na wielokrotne próby pociągnięcia za klamkę… cóż system automatycznego zamykania drzwi po ruszeniu to nie jest żadna nowość. Swego rodzaju specyfiką jest konieczność przesunięcia przycisku otwarcia wszystkich drzwi zamiast ich samoczynnego odblokowania przy otwieraniu wewnętrzną klamką.

Przesiadka. Przed nami droga wprost na wschód w kierunku Terespola. Odkrywam łopatki przy kierownicy –auto bardzo ciekawie reaguje na redukcję manetkami podczas dojeżdżania do auta przed nami, czy świateł wyhamowując auto podobnie jak w manualnej skrzyni biegów – zdecydowanie lubię to.
Nauczeni doświadczeniem zaopatrujemy się w sprawdzonym supermarkecie koło Orlenu przy wlocie do Łosic w niezbędnik turysty wschodniej ściany Polski – pyszne kabanosy i świeże pieczywko – to na wszelki wypadek. Napotkanie sensownej gastronomii w niezbyt zurbanizowanej okolicy wcale nie jest łatwe.

 DSC03890

Teraz już bez obaw kierujemy się w stronę granicy z Białorusią.
Z każdym kilometrem za Łosicami w pasie strefy nadgranicznej zauważamy mniejszy ruch na drogach, a krajobraz staje się coraz bardziej opustoszały. W mijanych wioskach dominują drewniane zabudowania przypominające minioną epokę.

Strefa Nadgraniczna
Zaczynamy się dobrze czuć – bardziej przemawiają do nas gniazda bocianie w każdej miejscowości, powolne tempo życia, zieleniejące łąki i nieskażony zbytnio nowoczesnością krajobraz. Miejsca takie mają swoją specyfikę – zaparkowanie na kwadrans najczęściej owocuje napotkaniem leśnych zwierząt – nam udało się spotkać ślicznego dzięcioła i od razu usłyszeliśmy naszego siedmiolatka: „o dzięcioła czerwonym berecie” – teraz już wie skąd ten kolor i skojarzenie w wierszyku.

DSC03900

Dojeżdżając do Janowa Podlaskiego jeszcze przed samą miejscowością skręcamy w lewo w kierunku na Mierzwic i po chwili w prawo w małą drużkę prowadzącą przez Stary Pawłów. Wioska wpasowuje się klimatycznie w przygraniczne miejscowości.Warto zatrzymać się przy odremontowanej z zewnątrz nieco ponad dwa lata temu cerkwi św. Mikołaja Cudotwórcy w Starym Pawłowie-zbudowanej w latach 1929-30, uroczym miejscu gdzie odbywają się nabożeństwa obrządku wschodniego z magicznym zapachem drewna.

DSC03928

Ruszamy. Wkoło bociany na każdym kroku – zawsze intrygowała mnie ciemna obwódka wokół ich oczu. Mało kto wie, że z populacji 230 tysięcy bocianich par żyjących na podmokłych, wiejskich terenach ponad jedna czwarta powraca do gniazd właśnie w Polsce. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie pomimo przedpołudniowej pory, że łatwiej tu spotkać bociana niż człowieka. Warto mieć przy sobie lornetkę by poświęcić chwilę na obserwację tych ciekawych czerwonodziobów wsłuchując się w nieprzerwanie towarzyszący śpiew wszędobylskich ptaków.

Polna droga prowadzi nieopodal rzeczki. Zatrzymujemy się przy drewnianym krzyżu, wokół którego stoją na straży cztery drzewa. Nieodparcie powracają wspomnienia z dziecięcych lat spędzanych na wsi – z zapachem drewnianych domów, wszechobecnych traktorów, polnych dróg pomiędzy polami, śpiewem skowronków, ryczeniem pasących się krów i hasaniem po łąkach z rozbawionymi psami.

DSC03947

Na wyboistym terenie auto nie pozwala kierowcy na zawracanie sobie głowy nierównościami i w wybiera je w wyczuwalny sposób. Z łatwością wspina się na pagórki, a podwyższone zawieszenie daje komfort jazdy przez wyrobione piaszczyste drogi. Do tego jesteśmy już przyzwyczajeni prawie dziewięcioletnim użytkowaniem początkowo Forestera, teraz Outbacka.
Jedziemy dalej. Przejeżdżamy przez mostek i po chwili skręcamy w lewo.

Stadnina
Już po chwili z oddali widać liczne wybiegi dla koni i budynki tej najstarszej, działającej od 1918 roku, państwowej stadniny koni rozsławionej na całym świecie dzięki hodowli przepięknych koni arabskich i angloarabskich czystej krwi.

Wjeżdżamy od nietypowej strony wybiegów konnych i zabytkowych drewnianych tzw. stajni prywatnych wzniesionych jeszcze w XIX wieku, gdzie trzymane są klacze ze źrebiętami. Zatrzymujemy się przy jednej z nich. Trafiamy akurat na porę karmienia. Czas się zatrzymuje. Dzieciaki podziwiają prześliczne źrebaki, klacze i dość „charakterne” ogiery czystej krwi arabskiej.

Mile spędzone chwile można zwieńczyć pysznymi pierogami i barszczykiem lub żurkiem na zakwasie w znajdującym się na terenie stadniny gościńcu „Wygoda”. W sezonie gościniec wychodzi naprzeciw głodnym turystom ogródkiem z parasolami. Początek wiosny to jednak czas spożywania wewnątrz pomieszczenia. Pysznie i do syta, a jeśli kogoś piękno koni zatrzyma na dłużej może również skorzystać ze skromnych, ale schludnych pokoi noclegowych.
Żegnając stadninę kierujemy się w stronę centrum Janowa mijając po drodze wspominany wcześniej zespół zabytkowych stajni – Zegarowej i Czołowej – zaprojektowanych przez Henryka Marconiego, słynnego architekta datowanych na lata czterdzieste dziewiętnastego wieku.
Opuszczamy stadninę drogą wjazdową – z pewnością jeszcze tu kiedyś wrócimy.

DSC04042

Roadbook Zakręceni Bugiem

Ciąg dalszy w części drugiej – zapraszam do lektury…

Dziękujemy Subaru Import Polska za pomoc w realizacji materiału.

Udostępnij artykuł: